- Tutaj rodziły się dzieci nie tylko z Kraśnika, ale i z całej okolicy. Tu ratowano życie dzieciaków. Tu ratuje się życie w czasie tej strasznej pandemii - mówił Biedroń.

Mówiąc o uczestniczących w konferencji pielęgniarkach Biedroń mówił, że "są one na pierwszej linii walki o nasze zdrowie".

- Chcę wam podziękować, jesteście bohaterkami. Wasza bohaterskość musi przez państwo być wynagradzana, a nie może być poniżana - dodał.

Kandydat Lewicy na prezydenta ubolewał, że "położne i pielęgniarki w Polsce mało zarabiają, często muszą pracować na kilku etatach, by utrzymać swoją rodzinę". - To się przez ostatnie lata nie zmieniło - dodał. Ostrzegł też, że jeśli pielęgniarki z likwidowanego oddziału stracą pracę mogą wyjechać z Polski. 

- Kraśnik to powiat, który liczy ok. 100 tysięcy mieszkańców i za chwilę nie będzie w nim oddziału w którym będą się rodziły dzieci, będą ratowane dzieci. Tak nie może być - stwierdził.

- Polska to coś więcej niż interes ekonomiczny. Argumentem na likwidację jest to że szpital jest zadłużony na 20 mln złotych. Ale jak to 20 mln zł ma się do 300 mln zł dla (Łukasza) Szumowskiego, 2 mld zł dla TVP (Jacka) Kurskiego, do nagród dla ministrów rządu (Beaty) Szydło, do lotów (Marka) Kuchcińskiego - wyliczał.

- Na CPK są pieniądze, a na ratowanie szpitala w Kraśniku nie ma. To państwo jest postawione na głowie - podsumował.