Aby uzyskać poradę lekarza specjalisty, trzeba poczekać średnio 4,1 miesiąca. Rok wcześniej oczekiwanie trwało krócej o 1,2 miesiąca. Na badanie diagnostyczne trzeba poczekać zaś średnio 2,5 miesiąca. Tak wynika z Barometru WHC. Czas oczekiwania z pewnością byłby krótszy, gdyby pacjenci odwoływali wizyty, na które nie zamierzają dotrzeć. Tylko w zeszłym roku przepadło ten sposób 309,3 tys. świadczeń z zakresu kardiologii. Jeszcze gorzej wypadają z pacjenci z problemami ortopedycznymi. Aż 444,9 tys. razy nie stawili się na umówione świadczenie.
- W porównaniu z rokiem 2021 oznacza to wzrost o około 8 proc - mówi Andrzej Troszyński, p.o. rzecznik prasowy Centrali NFZ.
Czytaj więcej
Medycy chcą systemowego rozwiązania problemu nieodwoływanych wizyt u lekarzy, gdy pacjenci nie mogą z nich skorzystać. Narodowy Fundusz Zdrowia sza...
Mimo to Ministerstwo Zdrowia nie zamierza dyscyplinować pacjentów.
- Od 2015 roku w przypadku niepoinformowania o rezygnacji z wizyty pacjent skreślany jest z listy oczekujących. To najdalej idąca dolegliwość, gdyż wiąże się z koniecznością ponownego wpisania na listę oczekujących i czekania na nowy termin udzielenia świadczenia. Inne sankcje, takie jak wprowadzenie opłat za nieodwołanie terminu wizyty, nie są rozważane, gdyż byłyby odczuwalne przede wszystkim przez osoby w trudnej sytuacji ekonomicznej, a same koszty procesu obsługi pobierania i egzekwowania przez świadczeniodawców takich opłat przewyższałyby wpływy z ich pobierania – ocenia Waldemar Kraska, wiceminister zdrowia w odpowiedzi na interpelację poselską Katarzyny Osos.
I dodaje, że od lipca 2019 r. NFZ wysyła SMS-a zawierającego informację o zbliżającym się terminie części świadczeń. Także placówki służby zdrowia, z własnej inicjatywy, podejmują takie działania.
- Jesteśmy przeciwni karaniu pacjentów. Przede wszystkim należy ułatwić odwoływanie wizyt. W sektorze prywatnym wystarczy wysłać sms. W publicznej ochronie zdrowia pacjent najpierw ma problem, żeby się zapisać na wizytę, potem, by odwołać. Często nie sposób się dodzwonić do placówki. Terminy wizyt są też tak odległe, że pacjenci o nich zapominają. Nie przychodzi sms przypominający. Przede wszystkim to należy poprawić – mówi Magdalena Kołodziej, Prezes Fundacji My Pacjenci.