W aptekach brakuje izoniazydu zwalczającego prątki gruźlicy. Lekarstwa, które przyjmuje 9 tys. Polaków rocznie, nie można zastąpić żadnym innym dostępnym na naszym rynku.
[wyimek]Leczenie tym farmaceutykiem trzeba kontynuować także po zakończeniu hospitalizacji[/wyimek]
Dlaczego nie ma izoniazydu? Jego producent, Jelfa, nie przeprowadził rejestracji zgodnie ze standardami unijnymi i od stycznia go nie produkuje.
– Szpitale zrobiły zapasy, ale leczenie tym farmaceutykiem pacjenci muszą kontynuować także po zakończeniu hospitalizacji – podkreśla prof. Kazimierz Roszkowski-Śliż, krajowy konsultant ds. gruźlicy i chorób płuc.
Po 40 dniach pobytu pacjenta w szpitalu leczenie musi być, już w warunkach domowych, kontynuowane przez sześć – dziewięć miesięcy.
– Inaczej istnieje poważne niebezpieczeństwo, że choroba przejdzie w fazę lekooporną. To rzecz, której przy zwalczaniu gruźlicy boi się cały świat – alarmuje prof. Kazimierz Roszkowski-Śliż. – Jestem bombardowany informacjami z całej Polski, że leku nie ma w aptekach.
– Od kilku tygodni pacjenci informują nas, że nie mogą dostać lekarstwa – potwierdza dr Anna Krukowska, kierownik Wojewódzkiej Przychodni Chorób Płuc i Gruźlicy w Bydgoszczy. Jak mówi, ostatnio jest ich coraz więcej. – W największych hurtowniach farmaceutycznych nie ma go w ogóle, w bydgoskich aptekach są tylko pojedyncze opakowania. Starczy ich najwyżej na kilka dni – zaznacza dr Krukowska.
Jak więc pomóc takim pacjentom? – Zastanawiamy się nad ponownym przyjmowaniem ich do szpitala. Bez tego nie możemy wydać im leków z zasobów szpitalnych, a tego leczenia po prostu nie wolno przerwać – dodaje.
To jednak rozwiązanie na krótką metę: – Jeśli będziemy przetrzymywać w szpitalach ludzi, którzy mogliby leczyć się w domu, to po prostu zabraknie w nich miejsc. Nie mówiąc o gwałtownym wzroście kosztów leczenia – ostrzega prof. Roszkowski-Śliż.
Lekarze denerwują się też, bo chorych na gruźlicę trzeba często namawiać do leczenia: dużą grupę wśród nich stanowią m.in. bezdomni. Leki po wyjściu ze szpitala przyjmują pod kontrolą pielęgniarki środowiskowej. – Część naszych pacjentów tylko czeka na pretekst, by zrezygnować z leczenia. Braki w aptekach są pretekstem wprost doskonałym – tłumaczą lekarze.
Co można zrobić w takiej sytuacji? Ministerstwo Zdrowia powinno sprowadzić z zagranicy odpowiednik izoniazydu. Jest dostępny właściwie we wszystkich krajach świata. O tym, że z izoniazydem mogą być problemy, wiadomo przynajmniej od stycznia – pisała o tym m.in. „Rz”.
Wiceminister zdrowia Marek Twardowski mówił wtedy: „zapasy leku powinny starczyć przynajmniej na półtora roku”.
Wczoraj resort zdrowia nie udzielał informacji na ten temat.
– Znamy sprawę, jesteśmy poważną instytucją i musimy się z nią dogłębnie zapoznać. Wydamy komunikat w czwartek o 10 – zapowiedział Krzysztof Suszek, dyrektor biura prasowego ministerstwa.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki
[mail=s.szparkowska@rp.pl]s.szparkowska@rp.pl[/mail][/i]