Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju ugięło się pod wyrazami krytyki. W piątek na konferencji podsumowującej konsultacje publiczne projektu specustawy mieszkaniowej przedstawiło nową wersję swojej propozycji, do której zdążyło już przylgnąć określenie lex deweloper. Zdaniem wielu ekspertów dotychczasowy projekt jest bowiem rozwiązaniem korzystnym tylko dla deweloperów.

Projekt bardzo różni się od pierwotnej wersji.

– Obecnie przewiduje, że to rady miasta będą wydawać decyzje lokalizacyjne zmieniające status gruntu pod budownictwo wielorodzinne. Mają mieć one formę uchwał – mówił w piątek Artur Soboń, wiceminister inwestycji i rozwoju. – Mam nadzieję, że dzięki tej zmianie m.in. przestanie się na Twitterze obok mojego nazwiska pojawiać określenie lex deweloper.

Pierwotnie decyzje miał wydawać wojewoda, a rola gminy ograniczała się do wyrażenia zgody na inwestycję.

Projekt przewiduje też teraz, że inwestycja musi być zgodna ze studium. Wyjątkiem będą dawne grunty kolejowe, przemysłowe i pocztowe. Dla nich treść studium nie będzie wiążąca.

Specustawa mieszkaniowa wciąż przewiduje, że inwestycja będzie mogła być sprzeczna z ustaleniami miejscowego planu. W praktyce oznacza to, że deweloper będzie mógł postawić w danym miejscu bloki, jeżeli np. studium dla tego terenu przewiduje zabudowę mieszkaniową, a plan jedynie zabudowę willową.

Od początku propozycja ta była bardzo krytykowana.

– To bardzo zła propozycja. Krytykują ją nawet sami deweloperzy, bo uderza i w ich inwestycje – mówi Mariola Berdysz, dyrektor fundacji Wszechnica Budowlana. – Jeżeli specustawa wejdzie w życie w takim kształcie, nie będzie żadnej gwarancji, że w miejscu, w którym np. kupujemy domy, nie powstaną za chwilę bloki. Przestrzeń przestanie być bowiem przewidywalna. Wzrośnie również ryzyko inwestycyjne – podkreśla dyrektor Berdysz. – Warto, by Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju przestało się upierać przy tym rozwiązaniu i się z niego wycofało – dodaje Mariola Berdysz.

Resort ten przesądził również, że specustawa mieszkaniowa będzie obowiązywać tylko przez dziesięć lat. Potem jej przepisy wygasną.

etap legislacyjny: opiniowanie

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: r.krupa@rp.pl