Na co jeszcze można liczyć, sprzedając nieruchomości za pośrednictwem agencji? Sprawdzamy to telefonicznie jako klienci. Mamy do sprzedania odziedziczoną po babci kawalerkę w Warszawie i kawałek ziemi budowlanej w podwarszawskim Chotomowie. Lokal z oddzielną kuchnią ma 32 mkw. Znajduje się na drugim piętrze sześciopiętrowego budynku z 1980 roku przy pl. Wilsona, niedaleko stacji metra. Wymienione są wszystkie instalacje, ale wystrój lokalu pozostawia wiele do życzenia. Na pewno trzeba mieszkanie odnowić. Niezabudowana działka ma zaś ok. 1 tys. mkw. Wokół są domy jednorodzinne. Zależy nam na szybkiej sprzedaży, ale nie chcemy wydawać fortuny na usługi agencji pośrednictwa.
Jaka umowa
Pośrednik z warszawskiej agencji przy ul. Widok pyta najpierw o stan prawny nieruchomości. Zapewniamy, że wszystko jest uregulowane. Nic, tylko sprzedawać. Ale nie wiemy, od czego zacząć, czy mamy zrobić zdjęcia nieruchomości, zlecić wycenę, przygotować opisy. – Może pani jakoś oszacować wartość nieruchomości, chociaż we wszystkim pani pomożemy. Zdjęciami i reklamą oferty zajmiemy się już sami – wyjaśnia pośrednik. – Możemy podpisać umowę na wyłączność tylko z naszą agencją albo też wstawić nieruchomości do wielu biur. W tym pierwszym przypadku promocja oferty będzie bardziej intensywna, większe będą też nakłady na reklamę – podkreśla.
Na początek moglibyśmy się umówić na wyłączność na krótko, np. na dwa miesiące. – Jeśli po tym czasie uzna pani, że woli spróbować także u innych pośredników, po prostu przejdziemy na umowę otwartą – zachęca pośrednik ze Śródmieścia. Jednak, jak mówi, współpraca z wieloma agencjami wcale nie jest ani lepsza, ani skuteczniejsza. – Każda firma może dać inną cenę nieruchomości, oferty się powtarzają, a taki chaos na pewno nie sprzyja szybkim transakcjom – przestrzega agent. Jego zdaniem cena mieszkania na Żoliborzu mogłaby wynieść ok. 210 tys. zł. – Trudno ją jednak dokładnie oszacować, nie widząc lokalu, dlatego dopiero po jego obejrzeniu można będzie dokonać rzetelnej wyceny. Grunt wymaga odrębnej analizy – mówi pośrednik. Za sprzedaż mieszkania agencja policzyłaby ok. 2,46 proc. brutto. – Ale może moglibyśmy zaproponować pani specjalne warunki – zachęca agent.
Także w kolejnej warszawskiej agencji – z ul. Grójeckiej na Ochocie – usłyszeliśmy, że prowizję można negocjować. – Standardowo jest to 3 proc. brutto. Ale tu w grę wchodzą dwie nieruchomości, więc może się uda nieco zbić stawkę – mówi pośredniczka. Na początek mamy przynieść wszystkie posiadane dokumenty, m.in. akt własności, wypis z rejestru gruntów. – Zobaczymy, co mamy, i powiemy, co jeszcze trzeba zgromadzić. Sprawdzamy wszystko pod kątem prawnym, nasz szef jest prawnikiem – tłumaczy pośredniczka z Ochoty. – Potem zrobimy zdjęcia, oszacujemy wartość nieruchomości, m.in. na podstawie transakcji dokonanych w tym samym rejonie. Pani zaproponuje swoją cenę i ustalimy ostateczną stawkę – opowiada.
Pośredniczka nie namawia do umowy na wyłączność. – Ale też raczej nie warto wstawiać ofert do bardzo wielu agencji, może lepiej wybrać dwie–trzy. I na pewno każda powinna oferować nieruchomości w tej samej cenie, żeby nie zniechęcać klientów – przekonuje pośredniczka.