Według szacunków GUS, w październiku deweloperzy ruszyli z budową 7,1 tys. mieszkań, o 44 proc. mniej niż rok wcześniej i 18 proc. mniej niż we wrześniu. To czwarty miesiąc z rzędu, kiedy statystyki utrzymują się na niskim poziomie. Przed wakacjami ruszała budowa kilkunastu tysięcy lokali miesięcznie. W skali dziesięciu miesięcy ruszyła budowa 101 tys. lokali, o 28 proc. mniej niż rok wcześniej i 4 proc. mniej niż w osłabionym pandemią 2020 r.

W październiku zauważalne jest także spowolnienie, jeśli chodzi o uzyskiwane pozwolenia na budowę. Firmy dostały zielone światło na postawienie 13,9 tys. lokali, o 17,5 proc. mniej niż rok wcześniej. Spowolnienie utrzymuje się również od początku wakacji. W ciągu dziesięciu miesięcy deweloperzy zgromadzili pozwolenia na budowę 161 tys. mieszkań, o 1,6 proc. więcej niż w 2021 r.

Czytaj więcej

Sprzedający chcą za mieszkania więcej niż rok temu

Stygnie też zapał Kowalskich. W październiku inwestorzy indywidualni rozpoczęli budowę 6,2 tys. domów, o 33 proc. mniej niż rok wcześniej i 12 proc. mniej niż we wrześniu. W skali dziesięciu miesięcy ruszyła budowa prawie 75 tys. domów, o 20 proc. mniej niż rok wcześniej i 5 proc. mniej niż w osłabionym pandemią 2020 r.

W październiku Kowalscy dostali pozwolenia (w tym zgłoszenia) na budowę 79,2 tys. domów, o 25 proc. mniej niż rok wcześniej i 6 proc. mniej niż dwa lata wcześniej.

- W ciągu ostatnich trzech miesięcy deweloperzy rozpoczęli budowę 21 tys. lokali, o 45 proc. mniej niż w analogicznym okresie w 2021 r. Wstrzymywanie nowych inwestycji to naturalny ruch, gdy spada popyt, ale jednocześnie oznacza to, że za dwa, trzy lata zanotujemy drastyczny spadek mieszkań oddawanych do użytkowania – komentuje Marcin Krasoń, ekspert rynku mieszkaniowego w Otodom Analytics. Krasoń zaznacza, że wysokie stopy procentowe i niska zdolność kredytowa spowodowały ogromny spadek sprzedaży i kredytów, i mieszkań. Dziś na nieruchomość mogą sobie pozwolić tylko ci z solidnym zapasem gotówki na koncie, ewentualnie bardzo dobrze zarabiający. Ci ostatni zresztą tylko w sytuacji, gdy mają umowę o pracę. Rynek mieszkaniowy „holują” dziś inwestorzy indywidualni, w niektórych miejscach sprzedaż na własne potrzeby spadła o ponad 90 proc.

- Najnowsze dane GUS to kontynuacja trendów z ostatnich miesięcy. Wysoka liczba mieszkań oddanych do użytkowania jest efektem budów rozpoczynanych w boomie; znaczna przewaga liczby pozwoleń na budowę nad rozpoczynanymi budowami oznacza, że deweloperzy oczekują, że przyszłość będzie lepsza od teraźniejszości. Konsekwentne ograniczanie liczby nowych inwestycji deweloperskich to z jednej strony adekwatna reakcja na małą liczbę kupujących, a z drugiej potencjalny problem dla rynku za jakiś czas. Patrząc na dane z nieco szerszej perspektywy i biorąc pod uwagę liczbę budów rozpoczętych w ostatnich trzech miesiącach, deweloperzy rozpoczęli budowę 21 tys. lokali, o 45 proc. mniej niż w tych samych miesiącach rok wcześniej. Tak niskiej liczby nowych budów nie notowaliśmy od wiosny 2016 roku. Nawet w trakcie lockdownu w 2020 r. rozpoczęto budowę większej liczby nowych mieszkań. Deficyt mieszkaniowy w Polsce jest faktem, bez względu na to, czy szacujemy go na 1, 1,5 czy 2 mln lokali. Z tym się nie da dyskutować. Zatem najważniej jest dziś, by w ogóle budować. W sytuacji, gdy zarówno deweloperzy, jak i budujący na własny użytek wstrzymują rozpoczynanie inwestycji, a rządowe programy mieszkaniowe w Polsce są od wielu lat przeciwskuteczne, to można mieć uzasadnione obawy o tempo procesu zmniejszania tego deficytu – podsumowuje Krasoń.