Każdy, kto kiedykolwiek brał kredyt lub zakładał lokatę, zetknął się z pojęciem marży bankowej. Dla klientów jest ona widocznym elementem ceny kredytu – dodatkiem do rynkowej stopy procentowej. Z perspektywy banku marża nie jest jednak prostym miernikiem zysku, lecz jednym z elementów szerszej układanki, na którą składają się m.in. poziom stóp procentowych, koszty finansowania i ryzyko kredytowe.

W ekonomii marżę interpretuje się jako „społeczny koszt pośrednictwa finansowego”: im jest ona niższa, tym taniej funkcjonuje obieg kapitału w gospodarce. Jednocześnie państwa i instytucje nadzoru finansowego dążą do tego, by sektor bankowy pozostał stabilny i odporny na kryzysy. Służy temu tzw. polityka makroostrożnościowa. Jak te regulacyjne „bezpieczniki” wpływają na ceny usług bankowych? Czy większe bezpieczeństwo oznacza droższy, czy tańszy kredyt?

Tymi zagadnieniami, do tej pory rzadko badanymi w kontekście polityki makroostrożnościowej, zajęli się naukowcy z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego: dr hab. Małgorzata Olszak, prof. UW oraz dr Iwona Kowalska i mgr Agnieszka Paciorek, we współpracy z prof. Christophem J. Godlewskim z Uniwersytetu w Strasburgu.

Jak się chronić przed kryzysem

Po wielkim kryzysie finansowym z 2008 roku, który wstrząsnął światową gospodarką, rządy i instytucje finansowe zaczęły szukać sposobów, aby zapobiec podobnym katastrofom w przyszłości.

Kryzys wywołał załamanie rynku kredytów hipotecznych wysokiego ryzyka w Stanach Zjednoczonych (tzw. subprime). Banki, które udzielały tych pożyczek lub inwestowały w związane z nimi instrumenty finansowe, poniosły ogromne straty. W efekcie banki przestały sobie ufać nawzajem i nie chciały pożyczać sobie pieniędzy na rynku międzybankowym, co doprowadziło do paraliżu systemu finansowego i gwałtownego kryzysu bankowego na całym świecie.

W odpowiedzi wprowadzono nowe, surowsze regulacje dla banków, znane jako polityka makroostrożnościowa (m.in. w ramach tzw. reform bazylejskich, regulacji unijnych i krajowych, które wprowadziły antycykliczne bufory kapitałowe i wymogi płynnościowe). Ich główny cel jest prosty: ochrona zwykłych ludzi – podatników, posiadaczy depozytów i kredytobiorców – oraz całej gospodarki przed niestabilnością sektora finansowego.

Regulacje te wpływają na podstawowe źródło dochodu banków – wynik odsetkowy – którego względną miarą jest marża odsetkowa netto (ang. Net Interest Margin, NIM). To jeden z najważniejszych wskaźników rentowności banku.

W prostych słowach można ją porównać do „marży w sklepie”: pokazuje, jaką nadwyżkę odsetkową bank uzyskuje na swojej podstawowej działalności, przy danym poziomie rynkowych stóp procentowych.

Marża odsetkowa netto wynika z różnicy między tym, co bank otrzymuje z odsetek od udzielanych kredytów i innych aktywów, a tym, co musi zapłacić za środki pozyskane od klientów w formie depozytów oraz z rynku finansowego.

Formalnie NIM definiuje się jako różnicę między dochodami odsetkowymi a kosztami odsetkowymi, podzieloną przez średnią wartość aktywów przynoszących dochód odsetkowy.

Jej kluczowe składowe to dochody odsetkowe, czyli pieniądze, które bank zarabia na odsetkach od kredytów, obligacji i innych aktywów oraz koszty odsetkowe – pieniądze, które bank płaci w formie odsetek od depozytów klientów, pożyczek zaciąganych na rynku międzybankowym i innych form finansowania.

Wysoka marża odsetkowa netto oznacza, że bank efektywnie zarządza swoimi aktywami i pasywami, generując solidny zysk z działalności odsetkowej.

Z kolei polityka makroostrożnościowa to zestaw narzędzi regulacyjnych, których celem jest zapewnienie stabilności całego systemu finansowego (skala makro), a nie tylko pojedynczej instytucji (skala mikro). Ma na celu wzmocnienie stabilności finansowej poprzez reagowanie na cykle finansowe i kredytowe.

Instytucje odpowiedzialne za stabilność finansową, takie jak banki centralne, nadzory finansowe oraz ministerstwa finansów, w ramach polityki makroostrożnościowej wprowadzają te środki, aby zapobiegać ryzykom systemowym, które mogłyby doprowadzić do kryzysu finansowego.

Przykłady takich działań to limity na wysokość kredytów hipotecznych, które w praktyce oznaczają, że nie można pożyczyć 100% wartości mieszkania i trzeba mieć wkład własny. To także dodatkowe wymogi kapitałowe dla banków, zmuszające je do odkładania części zysków jako zabezpieczenia na gorsze czasy, zamiast przeznaczania ich w całości na akcję kredytową.

Słupki dotyczą wszystkich krajów europejskich, policzono je jako średnie dla wszystkich banków dział

Słupki dotyczą wszystkich krajów europejskich, policzono je jako średnie dla wszystkich banków działających w poszczególnych krajach, oddzielnie dla każdego roku.

Gdy bankom zaciska się pasa

Gdy instytucja regulująca zaostrza politykę makroostrożnościową, oznacza to, że wprowadza bardziej restrykcyjne zasady. Takie działania obarczone są konsekwencjami, które można obserwować w różnych horyzontach czasowych.

Z jednej strony, w sensie ekonomiczno-społecznym, koszt pośrednictwa finansowego banków zostaje zredukowany, czyli, z powodu zaostrzenia polityki makroostrożnościowej, społeczeństwo płaci mniej. Z drugiej strony zmniejsza to dochodowość banków. To są dwie strony jednej monety: z jednej strony oznacza korzyść dla sektora prywatnego, który zaciąga kredyty, ponieważ zmniejsza się ich koszt, a z drugiej strony zyskowność banków spada – wyjaśnia prof. Małgorzata Olszak.

Sytuacja ta przypomina miecz obosieczny: niższe marże oznaczają niższy koszt kredytu dla społeczeństwa, co jest korzystne dla gospodarki, a jednocześnie – niższe zyski dla banków. Polityka makroostrożnościowa nie działa w próżni. Jej instrumenty oddziałują na strategie banków poprzez trzy główne „kanały”: podaż kredytu, podejmowanie ryzyka oraz rentowność.

Gdy instytucje regulujące zaostrzają politykę makroostrożnościową, na przykład wprowadzając limity wzrostu kredytów, wysyłają rynkowi sygnał do „schłodzenia”. Ogranicza to nadmierną akcję kredytową, która mogłaby prowadzić do przegrzania gospodarki i jest działaniem prewencyjnym, mającym na celu zapobieganie bańkom spekulacyjnym, zwłaszcza w tak wrażliwych obszarach, jak rynek nieruchomości. Jednak czy te regulacje są darmowe? Czy dbanie o stabilność nie sprawia, że banki, chcąc sobie powetować straty wynikające z regulacji, podnoszą ceny?

Jak zamienić słowa w liczby?

Badacze wykonali tytaniczną pracę, aby odpowiedzieć na pytanie, jak regulacje wpływają na marże banków. Przeanalizowali dane dotyczące 3000 banków z 28 krajów Unii Europejskiej, a samo badanie objęło długi okres – lata 1996–2019. To pozwoliło spojrzeć na kondycję banków zarówno przed wielkim kryzysem finansowym, jak i po nim.

W badaniu chodziło o to, aby połączyć twarde dane finansowe banków z informacjami o zmianach wynikających z polityki makroostrożnościowej. Naukowcy skorzystali z bazy MaPPED (MacroPrudential Policies Evaluation Database) stworzonej przez Europejski Bank Centralny. To zbiór opisów różnych działań podejmowanych przez nadzory finansowe.

Wyzwanie polegało na tym, by te opisy (dane jakościowe) zamienić na konkretne wskaźniki matematyczne. W tym celu badacze stworzyli specjalny indeks MPI (Macroprudential Policy Index czyli Indeks Polityki Makroostrożnościowej). Jest to wskaźnik ilościowy skonstruowany w celu zmierzenia ogólnego nastawienia (restrykcyjności) polityki regulacyjnej państwa wobec sektora bankowego w konkretnym kraju i roku.

Polityka makroostrożnościowa była naszym głównym indeksem, nową zmienną, która oddziałuje na kształtowanie się marż odsetkowych. Polityka ta musiała być przez nas jakoś zmierzona, więc skorzystaliśmy z bazy Europejskiego Banku Centralnego, stworzonej dla współpracy z nadzorami finansowymi krajów europejskich. To były dane jakościowe, to znaczy pytania ankietowe. My stworzyliśmy indeksy ilościowe, zmienne zerojedynkowe, którym następnie przypisaliśmy wartości +1 dla zaostrzenia polityki, -1 dla złagodzenia i 0, gdy w danym okresie nie było zmian. Połączyliśmy różne bazy danych instrumentów makroostrożnościowych z danymi bankowymi i makroekonomicznymi, czyli, najprościej mówiąc, dane panelowe łączące dane indywidualnych banków z danymi makroekonomicznymi – wyjaśnia prof. Olszak.

Dzięki tym zabiegom suchy tekst ustaw zmienił się w potężny zbiór danych, który można było wrzucić do modeli ekonometrycznych. Używając zaawansowanych metod statystycznych, badacze mogli sprawdzić, co dzieje się z marżami banków, gdy śruba regulacyjna jest dokręcana.

Cena stabilności

Naukowcy spodziewali się, że bardziej rygorystyczne regulacje skłonią banki do ostrożniejszej polityki kredytowej oraz zmiany struktury aktywów na bezpieczniejsze, co – mimo potencjalnie wyższych marż na pojedynczych kredytach – może prowadzić do spadku marży odsetkowej netto (NIM) liczonej dla całego banku.

Zamierzano również sprawdzić, jak działania regulacyjne rozkładają się w czasie, ponieważ polityka makroostrożnościowa często ma na celu zapewnienie długoterminowej stabilności.

Ostatnia hipoteza zakładała, że skutki zmian polityki nie będą jednakowe dla wszystkich banków. Spodziewano się, że wpływ regulacji będzie zależał od indywidualnej charakterystyki banku, a w szczególności tego, jak dobrze jest skapitalizowany oraz jego ryzyka kredytowego.

Wyniki okazały się zaskakujące. Intuicja podpowiadałaby, że bank, obciążony regulacjami, po prostu przerzuci koszty na klienta. Okazuje się jednak, że zaostrzenie polityki makroostrożnościowej działa jak miecz obosieczny.

Głównym odkryciem było to, że natychmiastowym skutkiem dokręcania śruby regulacyjnej jest spadek marży odsetkowej netto o 2 punkty bazowe. Efekt ten (mierzony w punktach bazowych, czyli setnych częściach punktu procentowego) wydaje się niewielki, ale w skali całego sektora bankowego, czyli miliardowych obrotów banków, dotyczy dużych pieniędzy.

Ten z pozoru niewielki spadek marży odsetkowej netto wynika z bardziej złożonej dynamiki po obu stronach bilansu banków. Po wprowadzeniu surowszych regulacji obserwowany jest wzrost przychodów odsetkowych banków (o około 7 punktów bazowych), co może być efektem zmian w strukturze portfela aktywów lub dostosowań cenowych.

Jednocześnie jednak koszty finansowania – czyli wydatki ponoszone przez banki na pozyskanie stabilnego kapitału i depozytów – rosną jeszcze szybciej, bo o około 10 punktów bazowych. W rezultacie wyższe koszty pasywów przeważają nad wzrostem przychodów, prowadząc do spadku marży odsetkowej netto.

Mówiąc prościej, w obliczu surowszych wymogów banki muszą płacić więcej, żeby w ogóle zdobyć pieniądze na akcję kredytową. Ten wzrost kosztów „zjada” ich potencjalne zyski. W praktyce oznacza to, że banki zarabiają mniej na działalności kredytowej, choć niższe marże nie zawsze od razu przekładają się na tańsze kredyty dla klientów.

Banki nie są jednak bezbronne w tej sytuacji. Mogą próbować kompensować niższe marże, zwiększając dochody z innych źródeł, takich jak opłaty i prowizje za prowadzenie konta, przelewy czy inne usługi bankowe. Jednak choć to ważna strategia, dochody z opłat i prowizji stanowią zwykle kilkanaście do kilkudziesięciu procent wszystkich dochodów banku, a głównym motorem zysków pozostaje marża odsetkowa.

Czas ma znaczenie

Okazuje się, że rynek nie reaguje od razu – efekty widać z opóźnieniem. Na początku po wprowadzeniu restrykcji zarówno przychody odsetkowe, jak i koszty finansowania rosną. Po około dwóch latach następuje jednak „tąpnięcie”: zarówno przychody, jak i koszty spadają (odpowiednio o 10,5 i 10,1 punktów bazowych).

To pokazuje, że polityka makroostrożnościowa skutecznie chłodzi rynek. Banki powoli dostosowują swoje działania – ograniczają udzielanie kredytów lub zmieniają strukturę portfela – dzięki czemu ich działalność w dłuższej perspektywie staje się bardziej stabilna, choć kosztem niższej rentowności.

Bat na niepokornych

Regulacje nie traktują wszystkich równo. Z badań wynika, że najdotkliwiej wpływają na te instytucje, które są słabsze lub podejmują nadmierne ryzyko. Banki słabo skapitalizowane, czyli takie, które mają mało własnych środków w stosunku do skali działania, w momencie zaostrzenia polityki makroostrożnościowej muszą płacić więcej za dostęp do depozytów. Rynek wyczuwa ich słabość i żąda większej „premii” za powierzenie im pieniędzy w trudniejszych okolicznościach.

Również banki, które mają w swoich portfelach dużo tak zwanych złych kredytów (NPL – non-performing loans) lub tworzą na nie niskie rezerwy (co sugeruje „budowanie ryzyka”), doświadczają silniejszych spadków marż, zwłaszcza gdy wprowadzane są wymogi dotyczące płynności. Można więc powiedzieć, że polityka makroostrożnościowa pełni funkcję dyscyplinującą. „Karze” finansowo te instytucje, które prowadzą brawurową politykę kredytową lub zaniedbały tworzenie odpowiednich poduszek finansowych na czarną godzinę.

Lepiej zapobiegać niż leczyć

Po co w ogóle wprowadzać tak skomplikowane regulacje? Prof. Olszak porównuje je do profilaktyki zdrowotnej, mającej zapobiegać chorobom cywilizacyjnym:

– Każda polityka regulacyjna ma swój dalekosiężny cel, jakim jest poczucie bezpieczeństwa finansowego, również indywidualnych jednostek. Przy czym dzieje się to na poziomie makro, czyli poziomie zagregowanym. Mamy tutaj zupełnie inny zestaw narzędzi identyfikacji potencjalnego ryzyka systemowego. Narastanie nadmiernej wrażliwości sektora finansowego można porównać do stanu chorobowego całego społeczeństwa, jak cukrzyca czy nowotwór. Chodzi o ograniczenie skali tych chorób – opowiada prof. Małgorzata Olszak.

– Tak jak wprowadza się masowe akcje pod tytułem „nie pal papierosów, ponieważ będziesz miał nowotwór” i pojawiają się zdjęcia, tak polityka makroostrożnościowa obiera taki sam cel. W tym sensie jest ona niewdzięczną sferą polityki państwa, która ma zapobiegać występowaniu problemów. Krótko mówiąc, trudno jest zweryfikować później, na ile była skuteczna, ponieważ, jeśli nie pojawiają się kryzysy, to ludzie sobie myślą „nie ma, bo nie ma”, a to może być działanie tejże polityki – tłumaczy badaczka.

Polityka makroostrożnościowa działa jak narzędzie kalibrujące system finansowy. Jej „kosztem” jest ograniczenie rentowności sektora bankowego, natomiast „nagrodą” – ochrona całej gospodarki przed kolejnym dotkliwym kryzysem.

Co ciekawe, Polska była jednym z krajów, które wcześniej niż reszta świata eksperymentowały z narzędziami przypominającymi późniejszą politykę makroostrożnościową. Formalnie polityka ta została uregulowana i spopularyzowana dopiero po globalnym kryzysie finansowym z 2008 roku, ale już w 2006 roku polskie banki wprowadziły pierwsze standardy płynnościowe. Musiały utrzymywać odpowiedni poziom gotówki i łatwo zbywalnych aktywów, ograniczać nadmierne krótkoterminowe finansowanie oraz raportować scenariusze awaryjne na wypadek nagłego braku środków.

W tym sensie Polska była nie tylko „zieloną wyspą” – czyli krajem, który stosunkowo dobrze przetrwał kryzys 2008 roku – ale też „wyspą innowacji”, wprowadzając lokalnie rozwiązania makroostrożnościowe, które dopiero później stały się międzynarodowym standardem.

Czytaj więcej na: serwisnaukowy.uw.edu.pl

dr hab. Małgorzata A. Olszak, prof. ucz., profesor finansów na UW, na Wydziale Zarządzania. Ukończył

dr hab. Małgorzata A. Olszak, prof. ucz., profesor finansów na UW, na Wydziale Zarządzania. Ukończyła doktorat w UW, habilitację uzyskała w SGH. Jej badania koncentrują się na stabilności banków, regulacjach makroostrożnościowych oraz procykliczności akcji kredytowej. Publikuje w czasopismach wydawanych przez Elsevier, Springer i Taylor & Francis. Regularnie prezentuje wyniki badań na wiodących konferencjach międzynarodowych, w tym FEBS, IRMC, CINSC i INFINITI, wnosząc wkład do globalnej dyskusji o regulacjach finansowych i stabilności systemu bankowego.

Materiał Partnera