3 marca 1888 r. Amerykanin Marvin Stone opatentował papierową słomkę powleczona parafiną, służącą do picia. Nie wynalazł słomki jako takiej, wcześniej bowiem używano naturalnych, zbożowych i trzcinowych, lecz nadawały one napojom „trawiasty" smak. Założył fabrykę sztucznych słomek, która już po dwóch latach produkowała ich miliony. Obecnie na całym świecie produkuje się miliardy, obchodzony jest nawet co roku Dzień Słomki do Picia – tegoroczny wypadł 3 stycznia. Co ma piernik do wiatraka, co ma do tego archeologia? Razem z biochemią ma bardzo wiele.

Dokonywanie ważnych odkryć w muzealnych magazynach zamiast podczas wykopalisk ostatnio weszło archeologom w krew... Oto przykład najnowszy: W 1897 r. rosyjski orientalista i miłośnik starożytności Nikołaj Wiesiełowski rozkopał w Majkop na Kubaniu (Kaukaz) ogromny grobowy kurhan wysokości 11 i średnicy 100 metrów; pod ziemnym kurhanem, w drewnianej komorze, spoczywał główny zmarły i osoby mu towarzyszące. Na czaszce tego kogoś, ogromnie ważnego w ówczesnej społeczności – króla, wodza, plemiennego naczelnika – spoczywały dwa złote diademy, pięć blaszanych złotych kółek, a także złote guzy. Prawdopodobnie precjoza te były przytwierdzone do nakrycia głowy, natomiast wśród kości szkieletu tkwiło ponad 100 złotych blaszek, paciorki z turkusu i złota – zapewne były naszyte na ubraniu. Pod ścianą komory grobowej stały naczynia ze złota i srebra, a tuż przy zmarłym leżało osiem złotych i srebrnych rurek, długości 113 cm. Cztery z nich miały ruchome nasadki w formie byków. Nikołaj Wiesiełowski przywiózł „skarb" do Petersburga, zaprezentował go podczas specjalnego pokazu carowi i komisji archeologicznej. Kolekcja trafiła do ermitażu, gdzie znajduje się do dziś i można ją oglądać.

Odkrywca stwierdził, ale bez większego przekonania, że rurki były czymś w rodzaju spektrów, królewskich bereł, insygniów władzy. W 1914 r. inny rosyjski archeolog Farmakowski wystąpił z odmienną hipotezą. Uważał, że rurki były żerdkami podtrzymującymi baldachim noszony nad władcą.

A teraz zespół prof. Wiktora Trifonowa z Instytutu Historii Kultury Materialnej w Sankt Petersburgu wystąpił z jeszcze inną interpretacją. Artykuł o tym zamieszcza tegoroczny styczniowy numer pisma „Antiquity". Rurki mają średnicę 1 cm, ich otwór zaś średnicę 5 mm. „Wysuwamy hipotezę, że te przedmioty były słomkami do picia, przeznaczonymi do delektowania się jakimś napojem wymagającym filtrowania podczas spożywania" – piszą autorzy artykułu. Zespół prof. Trifonowa przypomina, że najstarsze przedstawienia picia piwa za pomocą „słomki" pochodzą z V–IV tysiąclecia p.n.e., zachowały się na pieczęciach odkopanych w Iranie i Iraku. Rurki przechowywane w Ermitażu pochodzą z IV tysiąclecia p.n.e. W III tysiącleciu p.n.e. w Mezopotamii częste są już sceny bankietów ukazujące kilkuosobowe grupy delektujące się piwem za pomocą długich „słomek" zanurzonych w jednym wspólnym naczyniu.

Analiza biochemiczna osadu z wewnętrznych ścianek rurek z Ermitażu wykazała, że zawiera on skrobię jęczmienną, skamieniałe drobiny ziaren zbóż oraz pyłki lipy. Stąd wniosek, że jest to osad po piwie. Sączone przez te rurki piwo było zaprawiane kwiatem lipy.

I wreszcie ostatnie, ale nie najmniej ważne spostrzeżenie: w kurhanie, w komnacie grobowej, oprócz ośmiu „słomek" dla ośmiu osób znajdowało się naczynie o pojemności 32 litrów, także z osadem po piwie. Łatwo obliczyć (aby wspomóc wyobraźnię): po cztery litry na głowę lub, jak kto woli, osiem półlitrowych kufli dla każdego ze wspaniałych ludzi z ówczesnej sfery wyższej, mających zaszczyt i przywilej ucztowania razem z władcą, zasiadania wraz z nim przy jednym garncu.

Ciekawe – ale tego metody archeologiczne i biochemiczne nie pozwalają na razie odtworzyć – jak mogły wyglądać dialogi przy takich okazjach, 7–6 tys. lat temu? Może podobnie, jak napisał Jacek Sojan:

„Grucha gołąb do gołębia:

– Pijesz piwo? Czyś ty zdębiał?

Gdy już wzbijesz się nad Pragę

Jak utrzymasz równowagę?".