[b]Rz: Czy naprawdę leczenie raka jest w Polsce na tak niskim poziomie, jak opisuje nowy raport publikowany w „Lancet Oncology”?[/b]
Grzegorz Luboiński: Niestety, to prawda. Jest źle. W leczeniu niektórych postaci raka, choćby szyjki macicy czy piersi, jesteśmy na takim poziomie, jaki w Holandii był 40 lat temu. A przecież to są te najbardziej rozpowszechnione w Polsce postacie choroby.
[b]Brakuje pieniędzy na leczenie?[/b]
To też, ale sedno problemu tkwi w tym, że jakieś pieniądze są, nakłady rosną z roku na rok, ale nie przekłada się to na wyniki leczenia. Winni są temu w dużej mierze sami chorzy. Powtarzam to do znudzenia: trzeba dać szansę losowi i zgłosić się na badania. Kobiety nie przychodzą na mammografię, mimo że za nią nie płacą, zgłasza się zaledwie jedna trzecia Polek. Podobnie jest z badaniami prostaty. Wciąż szwankuje świadomość, ludzie nie wiedzą, że wczesne wykrycie raka zwiększa kolosalnie szanse na wyzdrowienie. Owszem, możliwości leczenia są w Polsce niewystarczające, a jeszcze do tego nie w pełni wykorzystywane.
[b]Czy nie ma sposobu, aby zmusić Polaków do badań profilaktycznych?[/b]
Jest sposób, w krajach zachodnich stosowany od lat: firmy ubezpieczeniowe nie wypiszą polisy, jeśli ich klient nie przedstawi wyników aktualnych badań, na przykład mammografii czy prostaty.
[b]Ci, którzy poddają się badaniom, też narzekają na kolejki do gabinetów onkologicznych.[/b]
To, niestety, też prawda.
60 – 70 proc. aparatury specjalistycznej w Polsce trzeba pilnie wymienić na nową. Nie prowadzi się planowej gospodarki tym sprzętem. Tak jak nie ma planowej polityki kadrowej w stosunku do onkologów i lekarzy innych specjalności.
[b]Czy lekarze rodzinni, na których jest teraz moda, nie mogą tu sporo pomóc?[/b]
Mogą i pomagają. Większość z nich podnosi swoje kwalifikacje i podchodzi entuzjastycznie do szkoleń z zakresu onkologii. Są im niezbędne, ponieważ wiedza, jaką wynieśli w tym zakresie ze studiów, różni się zasadniczo od najnowszych odkryć. Lekarze ze zdumieniem się dowiadują, jak spada zachorowalność na raka w krajach, w których społeczeństwo w większości współpracuje z lekarzami.