Badacze z Francji odkryli, że u ciężarnej wirus dostał się do łożyska i zakaził płód znajdujący się w macicy. Łożysko nosiło ślady zapalenia spowodowanego koronawirusem.

Kobietę przyjęto do szpitala w marcu po tym jak pojawiła się u niej gorączka i kaszel. Lekarze zdecydowali, że dziecko przyjdzie na świat w drodze cesarskiego cięcia. Po narodzinach u dziecka wykryto zakażenie koronawirusem.

Trzy dni po narodzinach u dziecka pojawiły się nagłe objawy choroby takie jak drażliwość i skurcze mięśni. Po 11 dniach zaobserwowano u niego uszkodzenie w obrębie substancji białej w mózgu.

Po częściowym powrocie do zdrowia dziecko wypisano ze szpitala po 18 dniach. Lekarze nadal monitorowali stan jego zdrowia i - jak czytamy - po dwóch miesiącach stwierdzono dalszą poprawę, w tym zmniejszenie się urazów neurologicznych.

"Forbes" przypomina, że amerykańskie Centra ds. Kontroli i Prewencji Chorób w czerwcu alarmowały, że ciężarne mogą być narażone na większe ryzyko ciężkiego przejścia COVID-19.

Długotrwałe skutki przejścia COVID-19 wciąż nie są znane.