Polska należy do czołówki producentów i eksporterów mebli na świecie. To efekt szczególnego designu czy raczej replikujemy zachodnie wzorce? Przecież polski przemysł należy do zagranicznych koncernów.
Ewa Gołębiowska: Polskich firm, które mają oryginalny design, jest niewiele. Można je policzyć na palcach dwóch rąk. One mozolnie budują własną markę. Takie przedsiębiorstwa jak Vox, Noti, Iker czy Comforty współpracują z najlepszymi polskimi projektantami, wystawiają meble w Mediolanie...
Jest coś oryginalnego w polskich wzorach?
Trendy w designie są dość powszechne, podobne w Polsce, we Włoszech, w Niemczech czy krajach skandynawskich. Nie ma tutaj „szkół narodowych". Na najnowszych wystawach w Mediolanie musiałam szukać znaków producentów i projektantów, żeby znaleźć polskie meble. I to bardzo dobrze.
A tradycja i historia? Wytwórcy z terenów Polski swego czasu słynęli z mebli gdańskich czy kalwaryjskich.
Nie słyszałam, by polskie firmy interesowały się współcześnie tymi wzorami, ale rzeczywiście – potrzebne i coraz ciekawsze na rynku są odwołania do historii, dlatego niektórzy wytwórcy wracają do korzeni polskiego wzornictwa: Mariana Sigmunda czy Jana Kurzątkowskiego. Niestety to jest niewielka część polskiego przemysłu meblowego.
Współcześnie mamy modę na surowość, swego rodzaju minimalizm?
Co więcej, pojawiają się komponenty z odzysku czy moda na naturalne, a nawet surowe materiały, nieokorowane drewno, żelazo. Trzeba jednak zaznaczyć, że w Polsce, z przyczyn kulturowych, nie ma wielkiego popytu na taki minimalizm.
Mamy przynajmniej znanych projektantów?
Tomasz Rygalik, Tomasz Augustyniak czy Renata Kalarus to najciekawsi i chyba najbardziej znani polscy projektanci mebli.
—rozmawiał Rafał Mierzejewski