Rz: Dziś mija 40 lat, odkąd rozpoczęto produkcję coca-coli w Polsce. Pija pan coca-colę?
Jacek Wasilewski: Tak, chociaż staram się tego nie robić. Jestem ofiarą magicznej wiary w to, że coca-cola pomaga na różne dolegliwości. W ogóle, gdy coś się staje marką kultową, to zawsze dorabiamy do niej legendy i staramy się zracjonalizować nasze korzystanie z niej.
Jak Coca-Cola stała się produktem kultowym?
Na początku był to napój leczniczy. Do czasu, gdy był produkowany z liści koki. Potem oczarował wszystkich pewną tajemnicą. Sekretem coca-coli pozostaje dokładna receptura – podobno jest w niej jakiś ukryty składnik, który powoduje, że smakuje ona lepiej niż podobne napoje.
A nie smakuje?
W ślepych testach, które kiedyś przeprowadzono, pepsi-cola smakowała ludziom lepiej, ale tylko dopóki nie wiedzieli, co piją. Gdy wiedzieli, to coca-cola oczywiście smakowała im już znacznie bardziej...
Dlaczego coca-cola wzbudza w ludziach tak pozytywne emocje?
Bo kojarzy się z celebracją. Gdy chcemy się dobrze bawić, to pojawia się ona w drinkach czy na spotkaniach z przyjaciółmi.
I w czasie świąt Bożego Narodzenia...
Coca-cola fantastycznie potrafiła wejść w nasz rytuał świętowania i rozdawania prezentów. To jest zasadnicze działanie tej marki na wszystkich rynkach: wpasowuje się w rytuały, które już istnieją, i przystosowują je do swojego marketingu.
Np. tworząc najbardziej znany dziś wizerunek św. Mikołaja?
Coca-Cola genialnie wykorzystała fakt, że stworzony przez pewnego rysownika w latach 20. Santa Claus był w jej kolorach. Stał się on więc świetnym medium do przenoszenia jej radosnej nowiny. Można nawet powiedzieć, że coca-cola to taka ewangelia konsumpcjonizmu.
A dlaczego udaje jej się tak dobrze odnaleźć na każdym rynku?
Bo ma uniwersalny zestaw wartości. Na całym świecie ludzie lubią się dobrze bawić. Chęć pozytywnego myślenia przemawia do ludzi, a Coca-Cola opanowała taki przekaz do perfekcji: „Enjoy Coca-Cola", „Witaj po radosnej stronie życia", „Coke side of life".
—rozmawiał Michał Płociński