W listopadzie trafiły tam dwa inne chore ptaki.

Potężnego bielika, który nie mógł fruwać, odnaleziono 28 grudnia. - Po zabiegu płukania żołądka i czterdziestogodzinnym nawadnianiu poprzez kroplówkę ptak wyraźnie ożył i trafił do naszej "lotni", gdzie są już hospitalizowani jego dwaj pobratymcy przybyli do nas miesiąc wcześniej - relacjonuje w rozmowie z "Dziennikiem Polskim" weterynarz Andrzej Fedaczyński.

Nadal nie wiadomo, co jest powodem zatruć bielików. Jak mówi "Dziennikowi Polskiemu" nadleśniczy z Oleszyc Waldemar Cisek, prowadzona jest obserwacja okolic, w których doszło do zatrucia. - Wszystkie przypadki miały jednak miejsce w dość dużej odległości od siebie, stąd trudno wnioskować, że są wynikiem celowego działania - podkreśla.

Na facebookowym profilu Ośrodka

czytamy: "Postępujący paraliż to już pierwszy z charakterystycznych objawów, które dobrze znamy. Przy każdym takim przypadku rozpoczyna się walka z uciekającym czasem, który z sekundy na sekundę zmniejsza szanse pacjenta na przeżycie. Temu bielikowi również udaje się uratować życie dzięki błyskawicznej reakcji leśniczych i szybkim dostarczeniu go do nas, gdzie otrzymał specjalistyczną pomoc. Natychmiastowo przeprowadzony zabieg płukania żołądka, opróżnienie z resztek niestrawionego jeszcze do końca zatrutego pokarmu oraz terapia farmakologiczna zahamowały postęp zatrucia. Teraz czeka go intensywna opieka weterynaryjna i powolny powrót do zdrowia. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, za kilka dni dołączy do pozostałej dwójki bielików znajdujących się w specjalistycznej wolierze, gdzie pod naszym okiem będzie szlifował formę przed ostatecznym powrotem do naturalnego środowiska."

Bielik to ptak z rodziny jastrzębiowatych. Przyjmuje się, że to on widnieje w godle Polski.

Obejrzyj zdjęcia z akcji ratowania bielika