Buty do zadań specjalnych

Noga wygląda w nich jak łapa niedźwiedzia, a czuje się lekko jak w bamboszach. Uggi, emu i moon boots to buty na duży śnieg i na spacer po Księżycu

Publikacja: 04.02.2010 00:06

Moon boots, po nartach, na krótki dystans

Moon boots, po nartach, na krótki dystans

Foto: Rzeczpospolita

Idę ulicą, zaspy, mróz 10 stopni. Przede mną dziewczyna w mini i wysokich za kolano butach na wysokiej szpilce. Stąpa ostrożnie, brodząc między grudami zmarzniętego błota pośniegowego. Powierzchnia kontaktu szpilki z podłożem niewielka, trasa z gatunku ekstremalnych. Czy panna dotrze do celu bez przystanku u ortopedy – nie wiadomo. Jedno jest pewne: wybierając między urodą a wygodą, postawiła na opcję numer jeden.

W odróżnieniu ode mnie, która sexy look zlekceważyłam. Kroczę w bezpiecznych walonkach Ecco – na dole skóra, na górze filc, przyczepność należyta.

W dzieciństwie bardzo marzły mi nogi. Wtedy nosiło się buty skórzane, które ciepłe nie bywały. Pamiętam taki gatunek: kapce. Dół i spód skórzany, góra filcowa, z ozdobami góralskimi jak kierpce. Kupowało się je w Zakopanem, bardzo były ładne, ale sztywne i zimne potwornie.

Technologia udostępnia nam dziś obuwie hardwear. Gumofilce już nie w wersji pegeer, ale lekkie, nieprzemakalne, przewiewne. Emu, futrzane człapaki, w których noga wygląda jak niedźwiedzia łapa. Uggi, które samokrytycznie wyznają swoją brzydotę – ugly to po angielsku brzydki. W latach 60. w Australii wkładali je zziębnięci surferzy po wyjściu z wody. Zimnej mimo tamtejszego klimatu. Pozostali Australijczycy nosili je po domu jako bambosze.

Przebiły się najpierw do Kalifornii, bo niedaleko, potem do Europy. Kiedy pojawiła się w nich Kate Moss, fashionistki doszły do wniosku, że bez uggów życie nie ma sensu.

Nie rozumiałam tej mody, póki sama nie wsunęłam bosej nogi do futrzanego pokrowca jednym ruchem, bez konieczności wkładania skarpetki, wpychania, sznurowania. To uczucie warte 350 złotych.

W kategorii człapaki mamy także tzw. moon boots. Po nartach, na duży śnieg, raczej na krótki dystans, bo nie trzymają nogi w kostce. W ładnych butach Tommy’ego Hillfigera za ponad 300 zł rzeczywiście można chodzić po Księżycu. Jeśli jednak wybierają się państwo na narty do Aspen, nie wypada nie mieć śniegowców Diora. Nieprzemakalne, ciepłe i tak oblogowane, że nikt nie będzie miał wątpliwości, o jaką markę chodzi.

Idę ulicą, zaspy, mróz 10 stopni. Przede mną dziewczyna w mini i wysokich za kolano butach na wysokiej szpilce. Stąpa ostrożnie, brodząc między grudami zmarzniętego błota pośniegowego. Powierzchnia kontaktu szpilki z podłożem niewielka, trasa z gatunku ekstremalnych. Czy panna dotrze do celu bez przystanku u ortopedy – nie wiadomo. Jedno jest pewne: wybierając między urodą a wygodą, postawiła na opcję numer jeden.

W odróżnieniu ode mnie, która sexy look zlekceważyłam. Kroczę w bezpiecznych walonkach Ecco – na dole skóra, na górze filc, przyczepność należyta.

Kultura
Noc Muzeów 2025. W Krakowie już w piątek, w innych miastach tradycyjnie w sobotę
Kultura
„Nie pytaj o Polskę": wystawa o polskiej mentalności inspirowana polskimi szlagierami
Kultura
Złote Lwy i nagrody Biennale Architektury w Wenecji
Kultura
Muzeum Polin: Powojenne traumy i dylematy ocalałych z Zagłady
Kultura
Jeff Koons, Niki de Saint Phalle, Modigliani na TOP CHARITY Art w Wilanowie