Reklama

Krystian zadzwonił i uratował mamę

Mały chłopczyk zadzwonił z komórki mamy i powiedział, że zemdlała. Dzięki pracownicy obsługującej linię alarmową pomoc dla kobiety dotarła na czas
Krystian zadzwonił i uratował mamę

Foto: Rzeczpospolita

– Zrobiło mi się słabo, więc sięgnęłam po cukier – wspomina niedzielną noc 22-letnia Kinga Szymańska z Łodzi, matka Krystiana. – Nie zdołałam go zjeść, bo się wysypał. Niczego więcej nie pamiętam. Obudziłam się, gdy w mieszkaniu było już pogotowie. Ale pogotowie nie dotarłoby do kobiety chorej na cukrzycę, gdyby nie pomoc jej trzyletniego synka.Mały Krystian zadzwonił z jej telefonu na linię alarmową.

– Mama zemdlała… źle się czuje – powiedział policyjnej operatorce. Kobieta nawiązała dialog z chłopcem, ale mówił bardzo niewyraźnie. Nie potrafił podać adresu.Na szczęście operatorka skojarzyła, że miała już do czynienia z takim wezwaniem. – Przypomniałam sobie podobne wydarzenie z września – mówi kobieta (nie chce podać nazwiska). Krystianek dzwonił już po pomoc dla mamy 16 września. Płakał. Operatorka oddzwoniła wówczas na ten numer. Odebrała matka, która powiedziała, że zasłabła, i podała adres.

Lekarz pogotowia rozpoznał u kobiety cukrzycę, podał insulinę i wypisał skierowanie do lekarza.Dzięki temu operatorka i tym razem wysłała karetkę do mieszkania państwa Szymańskich. Chłopiec nie chciał jednak wpuścić do środka lekarzy. Przekonała go sąsiadka, której głos znał. Ratownicy podali kobiecie insulinę i leki przeciwbólowe. – Gdyby się nie obudziła, mogłaby z powodu niskiego poziomu cukru zapaść w śpiączkę – mówi Janusz Morawski, dyrektor do spraw medycznych łódzkiego pogotowia.

– Dla osób w młodym wieku taka sytuacja jest szczególnie groźna, bo może się skończyć nawet śmiercią mózgu.Skąd trzylatek wiedział, jak wezwać pomoc? – Uczyłam Krystianka, że gdyby mamie się coś wydarzyło, niech dzwoni na policję – mówi Kinga Szymańska. Pokazała synkowi, jak odblokowuje się telefon i jak wybiera się numer alarmowy.– Potrafi zadzwonić z telefonu, bo szybko wszystko zapamiętuje – chwali wnuczka jego babcia Halina.

– Jest taki bystry, sam potrafi kupić pączka w sklepie. Raz, gdy zgubił się na ulicy, znalazł drogę do domu, choć musiał przejść przez ruchliwe skrzyżowanie ze światłami.Mama Kinga jest dumna z syna. Kiedy wspomina niedzielny wieczór, w jej oczach od razu pojawiają się łzy. – Żyję dzięki Krystiankowi – mówi.

Reklama
Reklama

Szymańska już po wrześniowej interwencji pogotowia miała pójść do lekarza. Ale nie poszła. – Nie miałam z kim zostawić dziecka – przyznaje.Szymańscy mieszkają w przedwojennej zaniedbanej kamienicy. Do mieszkania prowadzi obskurna, pomazana klatka schodowa. W domu się nie przelewa. Cała trójka mieszka w jednym pokoju. – Są biedni, ale przyzwoici, dbają o dziecko – chwali jeden z sąsiadów.Pani Kinga zatrudniła się do pracy sezonowej w wytwórni świec.

Przez pracę musiała zrezygnować z nauki, ale zamierza wrócić do szkoły dla dorosłych w listopadzie. Krystiankiem w ciągu dnia zajmuje się jego tata, który nocami pracuje w piekarni.Operatorka linii alarmowych, dzięki której pogotowie dotarło do pani Kingi, otrzyma nagrodę. – Przesłałem wniosek do komendanta wojewódzkiego – zapewnia Jarosław Wołoszyński, komendant łódzkiej policji. Sprawą zainteresował się już także komendant główny policji.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: m.goss@rp.pl

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Centra danych to kwestia całego ekosystemu
Kraj
Czy koty zostaną objęte obowiązkiem powszechnego czipowania? Jest taki projekt
Kraj
Powstaje gigantyczne sztuczne jezioro. Ma być głębsze od Hańczy
Kraj
Susza w Polsce uderza w rolników i lasy. Możliwe podwyżki cen żywności
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama