Reklama

Zastrajkowali wszyscy oprócz lekarzy

Szpital wojewódzki był sparaliżowany: pacjentów wypisywano do domów, nie było komu przygotować posiłków

Publikacja: 02.02.2008 04:02

„Misją szpitala jest świadczenie profesjonalnej opieki zdrowotnej gwarantującej całkowite bezpieczeństwo i satysfakcję” – głosi informacja przy wejściu do chełmskiego szpitala.

Nie wierzy w to pani Agnieszka, mama sześcioletniego Kamila, który leży na oddziale dziecięcym. Właśnie przyniosła synkowi obiad – zupę z ryżem. Drugiego dania nie ma, bo na 12 pacjentów są tylko dwa udka. Nie wiadomo, co będzie na kolację. I czy w ogóle będzie.

Rano dzieci nie miały czym popić leków – nie było komu zrobić herbaty. Kamil na sali leży z Kacprem. Kiedy się bawią, ich mamy zmywają podłogę i zmieniają pościel. – Wszystkim należą się podwyżki, ale nie kosztem naszych dzieci – skarżą się.

W szpitalu przez dwa dni strajkowali niemal wszyscy poza lekarzami, którzy niedawno wywalczyli ok. 1000 zł podwyżki. Od czwartku do pracy nie przychodziły pielęgniarki, salowe, kucharki, transportowcy, zaopatrzeniowcy, analitycy medyczni, laboranci.

Posiłki wydawane były z kilkugodzinnym opóźnieniem. Stanęła pralnia. Na 130 zatrudnionych pielęgniarek w piątek do pracy przyszło 57. Dziesiątki pacjentów zostało rano odesłanych z kwitkiem. – Paraliż. Zdołaliśmy zabezpieczyć tylko niektóre oddziały, gdzie pracuje po jednej pielęgniarce – mówi „Rzeczpospolitej” dyrektor Andrzej Santor. Najgorzej było na ginekologii – nie stawiła się żadna położna. Szpital odsyłał ciężarne kobiety do innych placówek.

Reklama
Reklama

Na oddziale dziecięcym wszystkim musiało się zajmować dwoje lekarzy. Ordynator Janina Stefania Kurcewicz: – Roznosiłam posiłki, zmywałam korytarze, naczynia po obiedzie. Poradzę sobie, ale dla jednej osoby to naprawdę duży wysiłek . Zaraz zaczyna mi się dyżur – mówi.

Bogdan Olbryk, szef zakładowej „Solidarności”, tłumaczy, że protest to ciąg dalszy akcji strajkowej, którą zaczęli jeszcze w 2006 roku. Związkowcy zawiesili spór z dyrekcją, licząc, że podczas nowych negocjacji z NFZ uda się zdobyć pieniądze na podwyżki. – Dopiero teraz zauważono, że szpital to nie tylko lekarze – mówi Olbryk. Nie robią na nim wrażenia skarżący się pacjenci. – Inne formy protestu nie były dostrzegane. Ten krok to była ostateczność.

Dyrektor ostrzega: – Jeśli protest spowoduje zagrożenie życia lub zdrowia pacjentów, zawiadomię prokuraturę.

Przyznaje, że podwyżki się należą: – Ale nie kosztem pacjentów. Tutaj trafiają dzieci w ciężkim stanie, których nie interesują strajk i podwyżki. To dla pacjentów tu jesteśmy.

W piątek po południu po negocjacjach związkowcy podpisali porozumienie z dyrekcją. Kompromis zakłada 25-proc. podwyżki dla personelu medycznego i 14-proc. dla niemedycznych. – W kwietniu mamy dostać dodatkowe 15 i 3 procent. Wtedy zobaczymy, ile warte są deklaracje dyrekcji – dodaje Olbryk.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Warszawa
Znany biurowiec zniknie z mapy Warszawy. Pekao Tower idzie do rozbiórki
Kraj
„Rzecz w tym": Trzy medale i wielkie emocje. Czy to już sukces?
Kraj
Warszawska Wytwórnia Energii. Nowa panorama stolicy dzięki inwestycji za 1,65 mld złotych
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama