Reklama

Czy matka straci syna, bo ministerstwo nie pomogło?

Resort sprawiedliwości nie poinformował sądu, który decyduje, czy odebrać chłopca matce

Publikacja: 24.10.2008 04:50

„Rz” dotarła do dokumentu z Ministerstwa Sprawiedliwości, w którym urzędnik pisze, że Australijczyk rozważa możliwość uprowadzenia dziecka w przypadku negatywnej dla niego decyzji sądu w Polsce. Resort dowiedział się o takich zamiarach od władz australijskich. Taką kluczową informację o planach swojego klienta władzom w Australii przekazał prawnik mężczyzny.

Matka o dokumencie dowiedziała się od „Rz”.

– To wstrząsające. Broni mnie Australia, a polski wymiar sprawiedliwości zataja dokument pokazujący, kim jest mój mąż – denerwuje się Małgorzata Muchowska.

Kobieta opuściła Australię z synem Piotrusiem w 2007 roku. Jej mąż, Grek z pochodzenia, miał na to wręcz nalegać. – Kazał mi pojechać po pieniądze do Polski – mówi „Rz” kobieta.

Nie ukrywa, że była zadowolona z wyjazdu, bo obawiała się o dziecko. Utrzymuje, że mąż ją terroryzował i nie opiekował się chłopcem. Tuż po narodzinach dziecka na jaw wyszły też problemy finansowe mężczyzny. Kiedy Muchowska była już w Polsce, mąż nękał ją wulgarnymi e-mailami i telefonami. Zapowiadał uprowadzenie syna.

Reklama
Reklama

Za pośrednictwem Ministerstwa Sprawiedliwości złożył na podstawie tzw. konwencji haskiej wniosek o wydanie mu chłopca.

Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Tczewie, a pierwsza rozprawa odbyła się 21 kwietnia 2008 roku. Mężczyzna przekonywał, że jest wzorowym obywatelem i zapewni chłopcu należytą opiekę.

Muchowska też zeznawała; musiała przekonać sąd, że chłopca nie wywiozła podstępem, i przekonać o zagrożeniach po oddaniu go ojcu.

Kobieta twierdzi, że sąd nie uwzględnia wielu dowodów świadczących m.in. o nękaniu jej za granicą. – Odrzuca moje wnioski o przesłuchanie świadków, którym się skarżyłam, jak mnie traktuje – mówi „Rz”.

Gdzie jest pismo Ministerstwa Sprawiedliwości z 17 kwietnia 2008 roku w sprawie gróźb porwania chłopca przez ojca? Wiceprezes Sądu Rejonowego w Tczewie Marcin Korda: – Takiego pisma nie ma w aktach sprawy.

Nie ocenia, czy jest ono ważnym dowodem w sprawie o wydanie dziecka i czy powinno trafić do sądu z ministerstwa bądź z prokuratury w Tczewie, która dokument ma. – Gdyby uznano, że jest ważne dla sprawy, byłoby w aktach – dodaje.

Reklama
Reklama

Ale tam go nie ma. Szef Prokuratury Rejonowej w Tczewie Mirosław Szymański zapewnia, że sąd wie o dokumencie, bo na jego podstawie wydał zakaz opuszczania kraju przez chłopca. Nie potrafi jednak odpowiedzieć, czy prokurator przekazał pismo do sądu.

Ministerstwo Sprawiedliwości od kilku dni milczy. Nie odpowiada na pytania „Rz” w tej sprawie. Nie wiemy, czy wysłało pismo do sądu w Tczewie, który rozstrzyga o losie chłopczyka.

Wszystkie tego typu sprawy dotyczące wydania dzieci monitoruje Biuro Rzecznika Praw Dziecka. Po interwencji „Rz” Agata Jasztal, główny specjalista w Biurze RPD, zapowiedziała: – Sprawdzamy akta tej sprawy.

Co o piśmie odkrytym przez „Rz” i zarzutach sądzi polski pełnomocnik Australijczyka? – Mój klient zapewnia, że zawsze będzie postępował zgodnie z prawem – mówi mecenas Andrzej Dwernicki.

Następna rozprawa w sądzie ma się odbyć na początku listopada.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Warszawa
Rekordowa transakcja w Warszawie. 26 mln zł za trzy apartamenty przy Anielewicza
Kraj
Znieważyli policjantów, a teraz ich przepraszają
Kraj
Odwilż opanuje Polskę. Możliwe wzrosty poziomu wód
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama