Gdy wybuchła awantura w samolocie Lufthansy, państwo Rokitowie właśnie wracali z wycieczki do Wenecji. – Byliśmy tam tylko kilka dni, na placu św. Marka stała woda, wlewała się do kościołów – opowiada Nelli Rokita. – Chcemy tam wrócić, ale już nie z Lufthansą. Chyba że firma nas przeprosi i da nam gratyfikację w postaci biletów. Może jestem naiwna, ale w to wierzę. Przecież Janek niczego nie zrobił, jedyne, co można mu zarzucić, to że źle patrzył na stewardesę.

Po samolotowej awanturze Jan Rokita znów jest na ustach wszystkich. Zupełnie jak za czasów sejmowej komisji śledczej badającej tzw. aferę Rywina, w której był najjaśniejszą gwiazdą. – Oboje z Nelli odegrali piękny spektakl, teatr dwóch aktorów – śmieje się Mieczysław Gil, znany polityk z krakowskiej Nowej Huty. – My go tu znamy w środowisku krakowskim. Janek taki jest i nie jesteśmy zaskoczeni, że to się zdarzyło.

 

 

Gdy we wrześniu 2007 r. w programie TVN 24 Rokita oświadczył, że wycofuje się z życia publicznego, bo polityczną karierę zamierza robić jego żona, ulubioną rozrywką dziennikarzy stały się spekulacje, kiedy eksgwiazda PO powróci do politycznej gry.

I nic dziwnego, bo Rokita jest mistrzem powrotów. Zaczął błyszczeć już w Sejmie kontraktowym, gdy prowadził komisję do zbadania działalności MSW w czasach PRL. Potem został szefem Urzędu Rady Ministrów w rządzie Hanny Suchockiej. W kuluarach huczało od plotek, że tak naprawdę to on kierował rządem. Później jednak mu się nie wiodło. W Unii Demokratycznej nie był ceniony, szczególnie gdy sprzeciwił się kandydowaniu Jacka Kuronia na prezydenta. Był współzałożycielem Stronnictwa Konse- rwatywno-Ludowego, ale nie odniosło ono znaczącego sukcesu. Dopiero komisja śledcza badająca aferę Rywina pozwoliła mu wrócić na szczyt. Z dnia na dzień stał się gwiazdą PO, a notowania tej partii wzrosły z 14 do 25 procent.

W 2005 r. miał zostać premierem z Krakowa. Tak PO reklamowała się w kampanii wyborczej. Ale był to tylko pozór, bo jego akcje w partii spadały. Podczas wieczoru wyborczego po przegranej przez Donalda Tuska kampanii prezydenckiej wszyscy w PO chodzili z marsowymi minami. Tylko Rokita stał spokojnie i tajemniczo się uśmiechał. Dlaczego? Bo co prawda on nie został premierem, ale Tusk prezydentem też nie. Kolejne dwa lata to stała marginalizacja Rokity w partii. Gdy w końcu porzucił politykę, można było odnieść wrażenie, że otoczenia Tuska z ulgą odetchnęło.

 

 

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Rokita szybko rozczarował tych, którzy liczyli na ostre komentarze pod adresem PO. Z dziennikarzami rozmawiał niechętnie. Bywał w mediach, ale raczej w programach rozrywkowych. Prezentował zupełnie nowe oblicze. Z politycznego zwierzęcia przeistoczył się w mężczyznę domowego – popisywał się umiejętnością gotowania, szycia na maszynie, a nawet śpiewu.

Opowiadał też o remoncie, który przeprowadzał w swoim jednopokojowym mieszkaniu. – Było w strasznym stanie, bo przez lata Janek właściwie mieszkał w Warszawie – wspomina Nelli. – Remont trwał pół roku i do dziś tak naprawdę się nie skończył.

Gazety bulwarowe z lubością cytowały słowa posłanki o tym, jak Rokita spędza wolny czas, i zastanawiały się, czy były mąż stanu znalazł już sobie jakąś pracę, czy też nadal pozostaje na utrzymaniu żony. Mało kto wiedział, że jest on współwłaścicielem części kamienicy w Krakowie i ma z tego nieduży dochód.

Przez moment wydawało się, że krakowski polityk uczynił krok w stronę polityki – zaangażował się w portal internetowy Polska XXI, który miał być początkiem nowego centroprawicowego ugrupowania. Zabawa w wirtualną politykę skończyła się, gdy Rokita został we wrześniu ubiegłego roku publicystą „Dziennika”, a później twarzą kampanii wizerunkowej tej gazety. Dwaj inni założyciele Polski XXI – Michał Ujazdowski i Rafał Dutkiewicz – nie mieli pojęcia, że jeden z filarów ich inicjatywy zamierza przeistoczyć się w dziennikarza, choć Rokita już w kwietniu zdecydował, że jesienią podejmie pracę w „Dzienniku”. Ujazdowski nie chce rozmawiać o tej historii. – Z chwilą podjęcia się pracy dziennikarskiej współpraca polityczna ustała – mówi tylko.

Ryszard Terlecki, którego Rokita popierał jako kandydata na prezydenta Krakowa, opowiada, że gdy kilka tygodni temu pytał byłego posła, jak się rozwija Polska XXI, ten odpowiedział, że czas już założyć nową partię. – To był chyba żart – mówi niepewnie Terlecki.

 

 

Po flircie z Polską XXI Rokicie pozostał nowiutki komputer i znajomość Internetu. – Janek pilnie uczył się obsługi komputera, pomagałam mu w tym – chwali się Nelli. – Teraz jest mistrzem w poruszaniu się po Internecie. Nie wyobraża sobie dłuższej rozłąki z komputerem i wpada w irytację, gdy ktoś nie odpowiada na e-maila dłużej niż dwie godziny.

Rokita ma nawet konto na portalu Nasza-Klasa. Prawie 400 znajomych, profesjonalne zdjęcia, a pod nimi dziesiątki wpisów. Większość typu: „Trzymam za pana kciuki”.

Przez Internet zamawia książki z Biblioteki Jagiellońskiej, robi zakupy, nawet samochód sprowadził przez Internet – ośmioletniego terenowego mercedesa. Nelli mówi, że początkowo nie miała nawet prawa umyć ukochanego wozu męża. – Dopiero niedawno mi na to pozwolił – zdradza.

Uwolniony od politycznego kieratu Rokita spełnił marzenie swojego życia, pojechał wiosną do Toskanii. Był tam miesiąc. Zwiedził Florencję, Sienę, był na Capri. – Pisał do przyjaciół długie poetyckie listy – opowiada jeden z nich, Zbigniew Fijak.

Rokita był także w Ziemi Świętej, Jerozolimie. A latem zeszłego roku w Madrycie i w Andaluzji.

Jesienią ubiegłego roku rozpoczął wykłady u jezuitów – w Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej Ignatianum w Krakowie. Posłanka wyznała wówczas bulwarówce: – W przeszłości często pytałam męża, czy już sobie coś znalazł, ale to rodziło tylko niepotrzebne problemy. Cieszę się, że w końcu będzie mieć zajęcie.

– Bardzo poważnie traktuje te wykłady – opowiada Terlecki. – Solidnie się do nich przygotowuje, nie odwala chałtury, często opowiada też o studentach. Nie wiem, czy wróci do polityki. Nie wygląda na człowieka tęskniącego do warszawskich salonów. Chyba odpowiada mu polityczna emerytura. Uwielbia przesiadywać przed południem w modnej kawiarni Bunkier na krakowskich Plantach.

Janusz Sepioł, senator PO, potwierdza, że od czasu odejścia z polityki Rokita w Krakowie zupełnie usunął się w cień. – Ale gdy zjawia się na krakowskich salonach, zawsze towarzyszy temu szum – opowiada Sepioł. Komentowane są też felietony Rokity ukazujące się w „Dzienniku”.

– Opinia jest taka, że nie są złe, tylko za długie, bez wdzięku i kończą się zawsze atakiem na Donalda Tuska, co bardzo osłabia ich wartość – relacjonuje senator.

Inny znajomy Rokity, pytany o jego powrót do polityki, mówi: – A po co? To jest dzisiaj zupełnie inny facet. Pierwszy raz w życiu zaczął zarabiać normalne pieniądze, otrzymuje propozycje wyjazdów zagranicznych, ma luksusową brykę, którą sprowadził z Włoch. Wiem, że jest mu dobrze, bo się z nim przyjaźnię. Po chwili dodaje: – A może i nie, bo Jan tak naprawdę nie ma przyjaciół.