Tak do PE wszedł Jarosław Wałęsa z PO. Przez ten awans, mandatu nie uzyskał marszałek województwa pomorskiego Jan Kozłowski, który kandydował z miejsca drugiego.

Nie mniejszym zaskoczeniem był na Pomorzu wyborczy wynik Tadeusza Cymańskiego z PiS - który nie tylko nie prowadził kampanii, ale cały czas zastrzegał, że jest na liście na piątym miejscu, tylko po to, by "pomóc kolegom". Dostał się, a mandatu nie uzyskała popierana przez prezydenta Hanna Fołtyn, Mirosław Górski i koleżanka Cymańskiego z Sejmu Jolanta Szczypińska - mimo że wszyscy wyprzedzali go na liście.

Niektórzy wyborcy wyraźnie preferowali kandydatki, a nie kandydatów do Europarlamentu. Zdobywały one mandat nawet startując z drugiego miejsca. I tak, na Mazowszu posłanka PO Jolanta Hibner wyeliminowała startującego z pierwszego miejsca wojewodę mazowieckiego Jacka Kozłowskiego.

Porażka "jedynki" PO z Podkarpacia to prawdziwa sensacja tegorocznych wyborów: były szef AWS Marian Krzaklewski, który miał być motorem listy w tym regionie, przegrał z posłanką PO Elżbietą Łukacijewską.

Zdruzgotany porażką może być też Andrzej Szejna z SLD. W głosowaniu wyprzedziła go poseł Joanna Senyszyn - i to ona pojedzie do Brukseli. W tym samym okręgu Bogusław Sonik z PO wszedł z miejsca trzeciego, mimo że mandatu nie otrzymał Konstanty Miodowicz na miejscu drugim.

W okręgu łódzkim europarlamentarzysta Janusz Wojciechowski wyeliminował otwarcie popieraną przez Radio Maryja Urszulę Krupę, mimo że ta miała na liście pierwsze miejsce, a on drugie.

Porażka Adama Matusiewicza, wicewojewody śląskiego, który nie dostał się do Europarlamentu z czwartego miejsca to chyba wynik pomyłki wyborców: zagłosowali na ostatniego na liście PO Bogdana Kazimierza Marcinkiewicza. Świeżo upieczony polityk, od razu w pierwszych wyborach został europosłem.