Sensacyjna porażka w starciu z kandydatem PiS Andrzejem Dudą oraz świetny wynik antypartyjnego Pawła Kukiza doprowadzą do drastycznych zmian w kampanii wyborczej prezydenta. W poniedziałek rano Bronisław Komorowski ogłosił, że chce potrójnego referendum – w sprawie wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych, finansowania partii politycznych z budżetu państwa oraz zmian w systemie podatkowym, wprowadzających zasadę rozstrzygania niejasności na korzyść podatnika.

Na złość Platformie

Przyjęcie części zasadniczych postulatów Kukiza oznacza, że prezydent jasno występuje przeciwko Platformie, czyli swemu dotychczasowemu środowisku politycznemu – i to drugi rezultat porażki wyborczej. Co prawda w deklaracjach liderów PO od dawna pojawiają się okręgi jednomandatowe oraz ograniczenie finansowania partii z budżetu. Tyle że przez dwie kadencje rządów PO okręgi jednomandatowe wprowadzone zostały tylko w wyborach senackich i gminnych. Na fali kryzysu finansowego przycięto partiom budżetowe subwencje, ale projekt całkowicie wstrzymujący państwową kroplówkę został utopiony w Sejmie. Kukiz drwi: „Czytam, że prezydent Komorowski od zawsze jest zwolennikiem JOW-ów... Śmiech... Wkrótce opublikuję nasze petycje do prezydenta. Jakoś wówczas nie był zmianą ordynacji wyborczej szczególnie zainteresowany" – napisał na Facebooku.

Faktem jest jednak – co punktuje sztab prezydenta w zaprezentowanym wczoraj spocie – że PiS zawsze zdecydowanie bardziej od Platformy sprzeciwiał się okręgom jednomandatowym i cięciom pieniędzy dla partii. – Wiem, że to nie zabrzmi wiarygodnie, ale Komorowski w drugiej kadencji naprawdę zamierzał zwiększyć swój dystans do PO. W jednym z wywiadów telewizyjnych pod koniec kampanii powiedział nawet, że prezydent w drugiej kadencji ma wolną rękę, bo nie musi się przejmować politycznym poparciem. Referenda to wcześniejszy pomysł, tyle że przyspieszony ze względu na niedzielną porażkę – twierdzi nasz rozmówca z otoczenia prezydenta.

Komorowski zdaje sobie sprawę, że proponując referenda, stawia PO w trudnej sytuacji. W otoczeniu Komorowskiego panuje jednak przekonanie, że wyborcy wystawili prezydentowi rachunek bardziej za ośmioletnie rządy Platformy niż za jego pięcioletnią kadencję. – Afera taśmowa, kilometrówki Radka Sikorskiego, CBA na tropie wartego ćwierć miliona auta Andrzeja Biernata, podejrzany egzamin na broń Cezarego Grabarczyka i odsunięcie prokuratora od tej sprawy – wylicza współpracownik prezydenta. – Wyborcy są wściekli na PO za jej arogancję i butę. Dlatego pokazali jej czerwoną kartkę, głosując przeciw Komorowskiemu.

Tyle tylko, że władze PO i ministrowie tej partii nie mają poczucia odpowiedzialności za słaby wynik prezydenta. W wierchuszce partii panuje przekonanie, że wyborcy okazali się niewdzięczni, bo nie docenili osiągnięć rządów PO i Komorowskiego. Ministrowie z rządu narzekali też podczas wieczoru wyborczego, że zawiódł sztab prezydenta, który przygotował marną kampanię.

Czas Schetyny

Co do tego ostatniego jest w Platformie i Pałacu Prezydenckim pełna zgoda. Dlatego też trzecim bezpośrednim skutkiem porażki Komorowskiego będą zasadnicze zmiany w jego sztabie. Według naszych informacji decyzje w tej kwestii zapadły w przedwyborczą sobotę. Na swej działce w Budzie Ruskiej Komorowski spotkał się ze sztabowcami. Choć jeszcze wówczas ani prezydent, ani jego ludzie nie mogli się spodziewać porażki, to wiedzieli, że notowania spadają i że dojdzie do drugiej tury wyborów. Owo spotkanie przekształciło się w sąd nad szefem kampanii Robertem Tyszkiewiczem. Według naszych informacji Tyszkiewicza ostro zaatakował szef MSZ Grzegorz Schetyna, uważany przez lata za jego politycznego patrona. – Miał pretensje za błędy w strategii kampanii. Za bezsensowne i zbyt kosztowne uznał m.in. podróże bronkobusem, których jedynym efektem jest przemęczenie Komorowskiego – twierdzi nasz rozmówca, jeden z twórców kampanii. Podczas rozliczeniowych awantur zapadły decyzje o zmianach personalnych. Formalnie Tyszkiewicz pozostanie szefem sztabu, bo Komorowski nie chce robić spektaklu z zakulisowych rozgrywek. Ale przed drugą turą odpowiedzialność za kampanię przejmuje Schetyna, który ma znacznie większe doświadczenie w kampaniach wyborczych. I świetne kontakty z Kukizem, którego zna od czasów studiów.