Zdaniem śledczych to 31 - letnia Kamila O. jest winna temu wypadkowi. Dlatego dziś kobiecie postawiono zarzut jego spowodowania.

– Podejrzana nie przyznała się do winy. Odmówiła też składania wyjaśnień - mówi Witold Preis z Prokuratury Rejonowej w Chełmnie, która prowadzi śledztwo w sprawie tragedii.

Ponad miesiąc temu młode małżeństwo z miejscowości Pniewite wraz z dwójką dzieci: trzyletnią córeczką i sześcioletnim synkiem jechało na długi weekend.

Na przejeździe kolejowym, obok ich domu, w samochód uderzył szynobus. Dzieci zginęły na miejscu. Ich rodzice zostali ranni. Autem kierowała Kamila O.

Kobieta przez ponad rok walczyła z koleją o ustawienie przed przejazdem sygnalizacji świetlnej. Zbierała podpisy pod petycją w tej sprawie, chciała by było tam bezpiecznie. Jej prośby były jednak ignorowane. Kolej twierdziła, że nie ma takiej potrzeby.

Przed wypadkiem Karolina O. zatrzymała samochód przed przejazdem. Zawsze tak robiła. Podobnie jej mąż. Wtedy nie zobaczyła szynobusu, więc ruszyła. Chwilę później doszło do tragedii.

Bliscy nie mogą pogodzić się z decyzją prokuratury. Uważają postawienie zarzutów matce, która straciła dwójkę dzieci za bezduszność. – Wydawałoby się, że już mocniej ukarać się nas nie da i większej tragedii zrobić, ale są ludzie, którzy nie mają serca – mówił dziś TVN24 Filip O., mąż kobiety.

Podkreślił, że urzędnicy nie mają w ogóle serca, nie liczą się z niczym i z nikim. - Oni tylko patrzą w papiery, piszą puste słowa i robią pod górkę każdemu. Dla prokuratorów to będzie na plus, jakieś wyniki będą mieli, a nas jeszcze bardziej zdołowali – dodał.

Opowiadał, że z okna ich domu widać tory, gdzie doszło do wypadku.  - Aż nie chce się do tego okna podchodzić - mówił pan Filip TVN24.

Po tragedii jego żona zamknęła się w sobie. Nie chce rozmawiać z obcymi. Teraz za spowodowanie wypadku grozi jej od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia.