– Akceptuję w pełni to, że wygrała – mówi Ryszard Petru o wyborze Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz na przewodniczącą Polski 2050. Zastrzega jednak, że różnią się w podejściu do gospodarki: jego zdaniem nowa liderka ma „dosyć lewicowe poglądy gospodarcze”. Podkreśla, że program nie jest wyłącznie decyzją przewodniczącej, bo zatwierdza go Rada Krajowa, a wynik wewnętrznych wyborów pokazał, że w partii istnieje także nurt „liberalno-przedsiębiorczy”, który powinien zostać uwzględniony.
Petru zwraca uwagę, że po sukcesie Trzeciej Drogi część wyborców odpłynęła: jedni do Konfederacji, inni „zostali w domu”. A czasu na odbudowę poparcia jest niewiele. – Walka wewnętrzna to dopiero początek drogi. Partie muszą przede wszystkim dbać o wyborców – mówi.
Czytaj więcej
Musimy być wyraziści, ale jednocześnie dogadywać się kuluarowo z koalicjantami, być jednoznacznym...
Czerwone linie i „czarny scenariusz”
Chrabota pyta, czy Petru widzi siebie w Polsce 2050 pod nowym przywództwem i czy rozważa odejście. Poseł odpowiada jednoznacznie: „Mam zamiar być w Polsce 2050”. Wspomina, że w kampanii pojawiały się sugestie, by „pozbyć się” osób o mocnym zdaniu – jako „efekt mrożący”. Dziś – jak dodaje – słychać już język „miłości i wspólnoty”.
O „czerwonych liniach” Petru mówi ostrożnie, ale wskazuje przykład podatku katastralnego. Nie chce głosować za rozwiązaniami, które – w jego ocenie – mogą uderzyć w ludzi mających wartościowe mieszkania przy niskich dochodach. Pada też kluczowe zdanie o możliwej dyscyplinie: „I wtedy ten, kto głosuje inaczej, wylatuje z klubu”. Petru nazywa to „czarnym scenariuszem” i podkreśla, że testem dla nowej przewodniczącej będą najbliższe tygodnie – przede wszystkim układ sił w Radzie Krajowej i skład zarządu, w którym powinny znaleźć się różne nurty.