CBA przyszło po dokumenty finansowe związane ze spółką, z którą firma Lisieckiego dawno temu miała kontakty handlowe. - Sprawa nie ma nic wspólnego a podsłuchami - mówi „Rzeczpospolitej” prok. Renata Mazur, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.
Dwa dni temu do domu właściciela tygodnika zapukało dwoje funkcjonariuszy CBA. Lisiecki miał przebywać za granicą, czynności nie wykonano.
Czego szukali agenci? - W sprawie o która pani zapytuje Centralne Biuro Antykorupcyjne wykonuje czynności na zlecenie Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga i na obecnym etapie prokuratura może udzielić więcej informacji - odpowiada nam CBA.
Okazuje się, że chodzi o śledztwo prowadzone w wydziale gospodarczym a dotyczącym nieprawidłowości w postępowaniu upadłościowym jednej firmy.
- Pan Lisiecki nie jest w kręgu naszego zainteresowania. A jedynie może być w posiadaniu dokumentów finansowych, których poszukujemy do naszego postępowania bo firma Point Research Michała Lisieckiego miała z firmą w stosunku do której prowadzimy postępowanie kontakty handlowe - tłumaczy prok. Mazur.
Spółka, która miała dopuścić się nieprawidłowości nie ma dokumentów finansowych - faktur, umów. O jaką spółkę chodzi? - Nie ujawniamy tego - odpowiada rzeczniczka.
Portal Gf24 podał, że „CBA dokonało przeszukania i zajęcia nośników elektronicznych należących do Lisieckiego. – Szukaliśmy nagrań i tajnych dokumentów – twierdzi nasz informator CBA” - napisał portal.
- To całkowita nieprawda - komentuje prok. Renata Mazur.