Prokurator Marcin Kubiak z Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim poinformował, że „podejrzani przyznali się do zarzucanego czynu, składając dość oszczędne wyjaśnienia".

Prokuratura potwierdziła, że rodzice pozostawili niezabezpieczone, niezamknięte drzwi wyjściowe w domku letniskowym, z którego chłopiec samodzielnie wyszedł.

Chłopiec poszedł do oddalonego o ok. 200 metrów jeziora. Tam maluch spadł z pomostu i utonął.

Śledczy potwierdzili także, że z materiału dowodowego wynika, że rodzice w przeddzień zdarzenia spożywali alkohol. Przebadana po odkryciu ciała dziecka 29-letnia matka chłopca miała około 1 promila alkoholu w organizmie. A 32-letni ojciec zgodnie z przepisami kodeksu karnego był trzeźwy - miał około 0,08 promila.

Dziecko dryfujące na tafli jeziora Szperek zauważył w czwartek ok. 7 rano przypadkowy przechodzień. Po wyciągnięciu chłopca z wody strażacy prowadzili resuscytację krążeniowo-oddechową, którą później kontynuowali ratownicy medyczni, ale chłopca nie udało się uratować.

Rodzice 2,5-latka znaleźli się ok. godz. 8.30, dopiero podczas akcji ratunkowej. To małżeństwo pochodzące z Ukrainy, które do Antonina przyjechało na krótki urlop razem z dziećmi - 2,5-letnim synem i 12-letnią córką - oraz znajomym i jego córką.

Dziś przeprowadzona została sekcja zwłok chłopca. Wynika z niej, że chłopiec zmarł na skutek gwałtownego uduszenia, do którego doszło w wyniku utonięcia.

Prokuratura nie zdecydowała jeszcze, czy i jakie środki zapobiegawcze zostaną zastosowane wobec rodziców chłopca.

Teraz rodzicom za niezapewnienia opieki nad małoletnim, czym narazili chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia grozi od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.

Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że od początku czerwca do wczoraj utonęło w Polsce już 107 osób, a tylko w czwartek – sześć.