Mariusz Kamiński napisał do pana dwa listy z tezą: jest wiele śledztw, które w praktyce utknęły w miejscu. Nie mógł mu pan konkretnie odpowiedzieć?

Ależ odpowiedziałem. Miałem zdradzać tajemnice śledztw? Proszę też pamiętać, że Mariusz Kamiński jest osobą oskarżoną.

Jednak nie w sprawach, o które pytał. Jest byłym funkcjonariuszem państwowym. Jeśli pytał o finansowanie partii politycznej przez mafię, a pan wie podobno, że to bzdura, mógł pan go przygwoździć. Pana zastępczyni prokurator Kowalska zaprzeczyła, ale dopiero na komisji sprawiedliwości, gdy mleko się rozlało.

O ile pamiętam, on o tym akurat wprost w swoich listach nie pisał.

Pisał, choć w sposób oględny. Pojawiły się sprzeczności w relacjach dwóch prokuratorów. Na czym one polegają?

Wyjaśnijmy, jak to było. W wywiadzie z Mariuszem Kamińskim pojawiła się krytyka, że prokuratura zlekceważyła fragment zeznań Piotra K., pseudonim Broda. To nieprawda. W chwili, kiedy tego człowieka zatrzymano w 2006 r., on w luźnej rozmowie powiedział warszawskiemu prokuratorowi, że jest gotów obciążyć szereg osób. Nie powiedział, że ma informacje o finansowaniu partii politycznej. Mówił tylko, a prokurator zapisał to w notatce, że ma materiały obciążające skarbnika PO, czyli Mirosława Drzewieckiego. Twierdził też, że chce obciążyć znanego prokuratora zarzutem przyjmowania łapówek...

Czytaj w tygodniku "Uważam Rze" oraz na uwazamrze.pl