Tragedia rozegrała się na terenie gminy Koniusza pod Proszowicami. Policja dostała zgłoszenie od 63-leniej kobiety. – Mój syn, który zaginął leży chyba w studni, bo strasznie z niej śmierdzi – powiedziała dzwoniąc na komendę. Dopytywała jeszcze czy patrol przyjedzie szybko.
- Na taki sygnał musieliśmy zareagować błyskawicznie. W ciągu kilkunastu minut radiowóz był już na miejscu – opowiada nadkom. Katarzyna Cisło z małopolskiej policji. Na miejscu okazało się, że posesja jest zamknięta. W domu nie paliło się światło.
Policjanci weszli na jej teren. W pomieszczeniach gospodarczych znaleźli zwłoki kobiety. Powiesiła się, a w studni zobaczyli ciało mężczyzny. – Było w stanie głębokiego rozkładu. Aż trzy dni wydobywaliśmy je na zewnątrz – opowiada nadkom. Cisło.
Do studni strażacy musieli wpompować wodę, bo w inny sposób nie można było wyciągnąć zwłok. Gdy je poziomom wzrósł ciało wypłynęło na zewnątrz. – Widać, było, że w wodzie przeleżało kilka miesięcy – mówi policjantka.
Na razie nie są znane okoliczności śmierci 40-letniego mężczyzny. Policja nawet nie ma pewności, czy to syn właścicielki posesji. – Potrzebne będą badania DNA – tłumaczy nadkom. Katarzyna Cisło.
Dodaje, że syn tragicznie zmarłej kobiety zaginął kilka miesięcy temu. Jego matka niektórym sąsiadom mówiła, że wyjechał za granicę do pracy, innym że zaginął i zgłosiła to na policję. Tam jednak żadne takie zgłoszenie nie wpłynęło.
Z ustaleń policji wynika, że mężczyzna miał problem z alkoholem. Czy sam wpadł do studni i się utopił? Czy ktoś mu w tym pomógł? - Tego jeszcze nie wiemy. Będziemy ustalać. Na pewno kobieta wiedziała, że jakieś ciało jest w studni. Rozkładało się od dawna. Było to czuć. Nie dało się obok tego zapachu przejść obojętnie. Nasi policjanci musieli na miejscu pracować w specjalnych kombinezonach – dodaje nadkom. Cisło.