– Bez wątpienia obaj prezydenci będą rozmawiać o problemie bezpieczeństwa w naszej części Europy, a to się wiąże z zagrażającą regionowi polityką Rosji – powiedział „Rz" doradca prezydenta prof. Roman Kuźniar.
Według informacji kancelarii polskiego prezydenta głównymi tematami rozmów szefów obu państw – którzy w ciągu dwóch dni spotkają się kilkakrotnie – będą właśnie kwestie bezpieczeństwa, dwustronna współpraca polsko-ukraińska oraz problemy reform wprowadzanych nad Dnieprem.
– Kluczowym problemem w naszych stosunkach jest właśnie bezpieczeństwo, Polska doskonale rozumie nasze problemy – powiedział „Rz" analityk z Centrum im. Razumkowa Ołeksij Melnyk.
Z kolei prof. Kuźniar wskazuje na nasze uwarunkowania sojusznicze. – Zostaną pewnie omówione osłony, jakie Ukrainie może ewentualnie zaoferować zarówno NATO, jak i Unia Europejska i same Stany Zjednoczone – mówi.
– [W trakcie wizyty] nie zostaną podjęte żadne decyzje wstrząsające całym regionem, czas takich działań [w polskiej polityce] minął i już nie wróci – ocenił w rozmowie z „Rz" ukraiński analityk i publicysta Witalij Portnikow. Jego zdaniem dzieje się tak dlatego, że Polska jest częścią Unii Europejskiej, a to sprawia, iż nasza polityka – również wobec wschodnich sąsiadów – musi być zgodna ze wspólnotową. Nie ma więc mowy o gwałtownych zwrotach czy podejmowaniu ad hoc wiekopomnych decyzji.
Jednocześnie dodaje, że ze względu na pozycje Polski w Unii Europejskiej tematem rozmów na pewno będzie wsparcie, jakiego UE może i powinna udzielić Ukrainie.
Jeszcze jednak przed wyjazdem do Kijowa sam prezydent Komorowski zapowiedział, że obecna wizyta będzie jego ostatnią podróżą zagraniczną przed wyborami prezydenckimi 10 maja.
– To jest właśnie drugie dno wizyty polskiego prezydenta na Ukrainie: przedwyborcze. Komorowski cały czas przedstawia się jako strażnik europejskich wartości, z tego powodu nie może obojętnie przejść obok kryzysu ukraińskiego (którego bezpośrednią przyczyną była odmowa podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE przez byłego prezydenta Wiktora Janukowycza) – uważa Portnikow.
Jednocześnie pokazuje to, jak ważna w Polsce – przynajmniej z punktu widzenia establishmentu politycznego – jest polityka wschodnia. – Wielu polskich polityków przed wyborami wykonywało gesty pod adresem wschodnich sąsiadów, począwszy od Kwaśniewskiego, który zaangażował się w mediację podczas pomarańczowej rewolucji, poprzez Tuska, który przed parlamentarnymi wyborami wykonywał gesty pod adresem białoruskiej opozycji, po obecnie Komorowskiego – przypomina Portnikow.
Tuż przed przylotem prezydenta do Kijowa szef ukraińskiego rządu poinformował, że trwają „rozmowy z NATO o współpracy wojskowej. Planowane jest podpisanie memorandum o współdziałaniu w sferze łączności, wywiadu i dowodzenia (wojskami)".
Ołeksij Melnyk nie sądzi, by takie memorandum znacząco wpłynęło na polsko-ukraińską współpracę wojskową. – Są tu pewne perspektywy, podjęte już zostały decyzje o rozwoju wspólnych przedsiębiorstw i przedsięwzięć. Najbardziej zachęcająco wygląda wejście Polski na nasz rynek części zamiennych dla wojska, dotychczas zmonopolizowany przez Rosję – powiedział.