Sam napastnik też trafił do szpitala na obserwację. Na razie motyw jego działania jest nieznany. We wtorek będzie przesłuchiwany.

Do napaści na prof. Lecha Celewicza na wydziale chemii UAM doszło dziś około południa. Wykładowca był w swoim gabinecie razem ze studentką, która pisze u niego prace magisterską.

- W trakcie mojej rozmowy z magistrantką zapukał ten student. Zapytał, czy może dostać materiały do pisania pracy licencjackiej. Zapytał grzecznie. Powiedziałem mu, że może by przyszedł za pół godziny – opowiadał prof. Celewicz radiu RMF FM.

Student trzeciego roku chemii zgodził się przyjść za 30 minut. Jednak pięć minut później znów zapukał, a potem wpadł do gabinetu wykładowcy z tasakiem.

- Zaczął mnie atakować tym tasakiem w głowę. Na szczęście ochroniłem się trochę rękami. Krzyczał: "Zabiję cię, ty taki i owaki!" – relacjonował prof. Celewicz.

Dostał w głowę kilka ciosów tasakiem. Po napaści student uciekł. Kobieta, która była w gabinecie z wykładowcą wszczęła alarm.

W pogoń za napastnikiem rzuciło się dwóch innych pracowników uczelni. Złapali studenta na pobliskiej pętli tramwajowej i przekazali policji.

Był trzeźwy, ale kontakt z nim był utrudniony. -Trafił do szpitala psychiatrycznego na obserwację. Pilnujemy go. We wtorek będzie przesłuchiwany – mówi insp. Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

Ranny wykładowca też trafił do szpitala. Nic poważniejszego mu się nie stało. Po zaopatrzeniu ran wypisano go do domu.

Dlaczego student zaatakował profesora? – Trudno powiedzieć. Będziemy to ustalać – mówi insp. Borowiak. Sam wykładowca powiedział policji, że słabo zna studenta, bo tylko kilka razy miał z nim zajęcia. Nie przypomina sobie też zdarzenia, które tłumaczyłoby atak studenta.