Reklama

Towalski: Turystów razi pstrokacizna naszych miast

Rozmowa z Rafałem Towalskim, socjologiem z SGH w Warszawie

Aktualizacja: 07.02.2017 16:33 Publikacja: 06.02.2017 19:11

Towalski: Turystów razi pstrokacizna naszych miast

Foto: materiały prasowe

Rzeczpospolita: Polskie miasta, m.in. Kraków, Warszawa czy Gdańsk, chcą wprowadzić zakaz grodzenia osiedli. Dlaczego?

Rafał Towalski: Globalny trend jest taki, że im zamożniejsze społeczeństwo, tym bardziej zwraca uwagę na estetykę i uporządkowanie przestrzeni publicznej. Nie upatrywałbym tu przyczyny w zmianie świadomości Polaków. Z badań wynika, że Polacy – nie wliczając lokalnych aktywistów – nie są specjalnie przeciwni grodzonym osiedlom. Co więcej, jeżeli zapytamy ludzi, czy wolą osiedle zamknięte, strzeżone, czy osiedle otwarte, to większość opowie się za tym pierwszym. Choć wiążą się z tym także minusy.

Na przykład jakie?

Po prostu osiedla strzeżone utrudniają przemieszczanie się po mieście. Służby miejskie, chociażby w przypadku awarii, często się na to skarżą. Zdarza się też, że strażacy nie mogą dostać się na takie osiedle i tracą czas na poszukiwania ochroniarza, który ma klucz. Choć taki argument przeciwko zamkniętym osiedlom niektórym może wydawać się śmieszny, to w niektórych przypadkach naprawdę może się to skończyć tragedią.

Czy zakaz grodzenia osiedli nie wpłynie negatywnie na poczucie bezpieczeństwa mieszkańców?

Reklama
Reklama

Może wpłynąć. Dla każdego z nas poczucie bezpieczeństwa jest bardzo ważne. Jednym z elementów może być tu odgradzanie się od świata zewnętrznego. Osiedla zamknięte nie są jednak najważniejszym problemem, z jakim musimy się zmierzyć, choć skala tego zjawiska rzeczywiście jest dość duża. Czytałem, że w samej Warszawie jest mniej więcej tyle osiedli zamkniętych co w połowie Wielkiej Brytanii.

A co z pomysłami, by zakazać dużych reklam w centrach miast? To kolejny problem, który zajmuje włodarzy naszych miast.

W wielu bogatych krajach na budynkach, które są architektonicznymi perełkami, trudno dostrzec reklamy. Tymczasem my trochę się z tym pogubiliśmy. Rynek wygrał z estetyką. Przyzwyczailiśmy się do reklam, ale turyści są zaskoczeni. „Bardzo kolorowo" – mówią dyplomatycznie, ale wiadomo, co to oznacza. Razi ich pstrokacizna naszych miast. Oczywiście, w przypadku zakazu reklam mogą się pojawić zarzuty, że wpłynie on negatywnie na kondycję różnych branż. Jednakże w innych częściach świata znacznie ograniczono możliwość reklamowania się i te branże jakoś funkcjonują...

Ale w Polsce reklamy, na przykład na rusztowaniach, są źródłem finansowania remontów zabytkowych kamienic.

Tyle że czym innym jest płachta wisząca przez pół roku w trakcie remontu na budynku, który i tak jest brzydki, a czym innym są ładne kamienice oblepione reklamami – nikogo nie urażając – papieru toaletowego albo parówek. Nie jestem przekonany, czy XVIII- albo XIX-wieczna kamienica to dobre miejsce, by reklamować takie produkty. Choć oczywiście trudno wymagać od wszystkich, aby byli estetami. Niektórym reklama zasłaniająca np. piękną panoramę gór w ogóle nie przeszkadza. Jednak reklam przy drogach jest u nas tyle, że służą nam one już jako punkty nawigacyjne. Czasem słyszę, bym przy takiej a takiej reklamie skręcił w lewo, a przy innej w prawo...

—rozmawiał Łukasz Lubański

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kraj
Czy Polskę 2050 w Warszawie czeka podział? Reakcje na wojnie na górze
Kraj
„Rzecz w tym”: Nowe Centrum, stara próżnia? Polityczna układanka po rozpadzie Polski 2050
Warszawa
Rekordowa cena za metr kwadratowy zapłacona. Gdzie jest granica?
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama