Były wysoki oficer Biura Ochrony Rządu, anonimowo wypowiadający się dla Radia ZET, twierdzi, że nie ma przepisów, które zwolniłyby ochroniarza BOR z obowiązku chronienia osoby powierzonej jego opiece. Musi sprobować wyprowadzić taką osobę z niebezpieczeństwa, a jeśli się ona nie zgodzi - pozostać z nią i "stosownie do sytuacji" ją chronić.
Tak były oficer BOR komentuje słowa szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka, który stwierdził, że jeśli zgodnie ze swoją zapowiedzią Lech Wałęsa podczas nadchodzącej miesięcznicy będzie próbował zablokować marsz, interweniuje policja, a BOR Wałęsy chronić wówczas nie będzie.
- Mówię stanowczo i wyraźnie: nikt nie jest ponad prawem, wszyscy są zobowiązani do przestrzegania prawa, a policja stoi na straży porządku i bezpieczeństwa - mówił Błaszczak.
Według wysokiego oficera BOR nikt nie przewidział takiej sytuacji, że jakiekolwiek inne służby, np. policja, będą chciały siłą usunąć osobę ochranianą przez BOR. Żaden minister odwołać ochroniarza BOR nie może, pozostają więc w mocy przepisy o "bezwzględnej ochronie" VIP-a.
Jak pisze Radio ZET, stacja zwróciła się do MSWiA z pytaniem, jaka jest podstawa prawna wypowiedzi Mariusza Błaszczaka o odstąpieniu przez BOR od ochrony Wałęsy. Odpowiedź ministerstwa brzmi: wszyscy są równi wobec prawa i zobowiązani do przestrzegania przepisów.