Izrael jest zaniepokojony, że pomoc ze strony Iranu może pomóc Hezbollahowi w poszerzenie arsenału o pociski manewrujące, które będą zagrażać celom w Izraelu. Tego typu uzbrojenie w rękach Hezbollahu mogłoby osłabić przewagę technologiczną izraelskiej armii nad Hezbollahem i utrudnić obronę północnej granicy Izraela i znajdujących się w tej części kraju miast.
Izrael zwrócił się do władz USA i Francji by te ostrzegły libański rząd, że Tel Awiw będzie chciał zablokować działania zmierzające do powiększenia arsenału Hezbollahu o pociski manewrujące - twierdzą przedstawiciele amerykańskiego i izraelskiego wywiadu.
Izrael zapewnia, że nie chce wojny z Hezbollahem i apeluje do libańskiego rządu, by ten kontrolował działania tej organizacji.
- Siedzimy na beczce prochu. Obie strony się zbroją - twierdzi przedstawiciel izraelskiej armii. - Nie chcemy wchodzić w konflikt z Libanem. Naszym problemem jest Hezbollah - dodał.
Izrael szacuje, że Hezbollah zgromadził 130 tysięcy rakiet, ale tylko kilkadziesiąt z nich ma być rakietami manewrującymi, zdolnymi precyzyjnie razić cele w Izraelu.
Przedstawiciele libańskiego rządu twierdzą, że nie otrzymali żadnego ostrzeżenia od Izraela. Natomiast minister spraw zagranicznych Libanu zapowiedział złożenie skargi na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ "w związku z działaniami Izraela", które - według Libanu - są zapowiedzią ataku na to państwo.
W 2006 roku doszło do 30-dniowej wojny między Izraelem a Hezbollahem - toczyła się ona głównie na terytorium Libanu.