„WSJ” podał, że Rosjanin, absolwent akademii wojskowej w Petersburgu, zaczął współpracę z Ukraińcami w lutym 2024 r. Jeszcze tego samego miesiąca podał Ukraińcom namiary dla uderzenia w swoją jednostkę. W wyniku ataku zginęło 68 osób, a 60 zostało rannych, w tym dowódca 36. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej. 

Rosyjski oficer miał przekazać dane Ukrainie. Później zginęło kilkuset żołnierzy

Oficer miał później przekazać informacje służące Ukraińcom do przeprowadzenia serii kolejnych ataków, w których zginęło ponad 300 żołnierzy.

Dziennik ocenił, że porucznik Stupnikow jest „jednym z najbardziej znaczących sabotażystów w najnowszej historii wojskowości”. Obecnie walczy po stronie Ukrainy w Rosyjskim Korpusie Ochotniczym, jednostce ukraińskiej armii złożonej z Rosjan sprzeciwiających się Władimirowi Putinowi.

Czytaj więcej

Straty Rosjan miały wzrosnąć o niemal 60 proc. „Madziar” o sukcesach Ukrainy na froncie

Według gazety w decyzji o zmianie stron rolę odegrały jego własne poglądy na sytuację w Rosji. Jak opisuje „WSJ”, rozczarowanie armią narastało u Stupnikowa na długo przed wojną. W wieku 17 lat nie został przyjęty do szkoły pilotów, bo odmówił zapłacenia łapówki. W akademii wojskowej w Petersburgu kadeci musieli płacić za wyjście poza teren szkoły, dłuższy urlop czy wybór miejsca służby, a sprzęt, który widział podczas szkolenia, zrobił na nim wrażenie przestarzałego.

Stupnikow chciał zrezygnować z kariery wojskowej i zostać instruktorem fitness, ale plany te przekreśliła inwazja na Ukrainę.

Dlaczego rosyjski oficer rozpoczął współpracę z Ukrainą? Lew Stupnikow wyjaśnia

– Zrzucali bomby na niewinnych cywilów. To było zło – powiedział amerykańskiej gazecie Stupnikow.

Do decyzji skłoniło go też brutalne zachowanie jego kolegów z jednostki, na którą składali się w dużej mierze wypuszczeni z więzień przestępcy. Swoją rolę odegrała także jego matka Tatiana, przeciwniczka Władimira Putina.

Kiedy dowiedziała się o wysłaniu syna na front, skontaktowała się z Dmytrem Karpenką, ukraińskim informatykiem współpracującym z wywiadem wojskowym, który zamieszczał na YouTube rozmowy z rosyjskimi jeńcami i obiecywał pieniądze oraz pomoc w przejściu na stronę Kijowa. 

Czytaj więcej

Rosja szykuje potężny cios w Ukrainę. Przechwycono tajny plan Kremla

Stupnikow miał odmówić wynagrodzenia. W ramach współpracy udostępniał częstotliwości radiowe, lokalizacje wojsk i szczegółowe plany bitwy.

Wyłączał też kamery monitorujące terytorium Ukrainy i podniósł napięcie w akumulatorze podłączonym do kontrolera drona, co spowodowało jego przegrzanie i awarię w połowie misji. Otwarcie na stronę ukraińską przeszedł w lipcu 2024 r.

„WSJ” podkreśla, że sprawa pokazuje skalę ukraińskiej sieci informatorów w Rosji, która według gazety ma służyć także budowaniu zaplecza dla przyszłej walki z reżimem Putina.

Do Karpenki zgłaszać się miały dziesiątki Rosjan, nie tylko wojskowi, ale też pracownicy firm energetycznych, funkcjonariusze FSB, a nawet babcie żołnierzy.