Reklama

21 min. 58 sek.

Czy Izrael wejdzie do Bejrutu? Liban w kleszczach

Sytuacja w Libanie osiągnęła punkt krytyczny, stawiając państwo, nazywane niegdyś „Szwajcarią Bliskiego Wschodu”, w obliczu egzystencjalnego zagrożenia.

Obecna eskalacja konfliktu między Izraelem a Hezbollahem doprowadziła do masowych przesiedleń na skalę niespotykaną w ostatnich dekadach, szacuje się, że już milion osób, czyli jedna szósta populacji kraju, opuściła swoje domy, uciekając z południa w kierunku Bejrutu i Doliny Beka.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Bliski Wschód płonie. Iran mści się za Laridżaniego, Izrael bombarduje centrum Bejrutu

Dramat libańskiej suwerenności

Liban, i tak już skrajnie osłabiony wieloletnim kryzysem ekonomicznym, gigantyczną inflacją, skutkami wybuchu w bejruckim porcie oraz obecnością milionów uchodźców z Syrii, posiada obecnie niezwykle kruche struktury państwowe, które nie są w stanie skutecznie zareagować na spadające rakiety ani wymusić rozbrojenia Hezbollahu. Choć oficjalna narracja Izraela mówi o walce wyłącznie ze zbrojnym ramieniem partii szyickiej, intensywność ataków na gęsto zaludnione obszary sprawia, że ofiarami stają się cywile, a infrastruktura kraju ulega postępującej degradacji.

Czytaj więcej

Kryzys w NATO. Trump grozi wyjściem USA po sporze o Cieśninę Ormuz

„Liban to jest konglomerat ogromnych różnych klanów, wyznań, partii z różnymi celami politycznymi. [...] Hezbollah jako partia polityczna, jako struktury, które istnieją od lat 80. i są osadzone w społeczności na południu szyickiej, no po prostu jest , mówiąc to wprost, silniejszy od samego państwa” – komentuje Jan Wysocki w „Rzecz o geopolityce”.

Reklama
Reklama

Wojna, której nikt nie może wygrać?

Perspektywa izraelskiej ofensywy lądowej budzi ogromny niepokój społeczności międzynarodowej, choć eksperci wątpią, by apele krajów europejskich mogły powstrzymać rząd Benjamina Netanjahu, jeśli nie pójdzie za nimi stanowczy głos ze strony USA. Choć Izrael dysponuje przytłaczającą przewagą technologiczną, potencjalna okupacja południowego Libanu może przerodzić się w krwawą wojnę na wyczerpanie, w której Hezbollah, działający na własnym, doskonale znanym terenie, będzie w stanie niwelować atuty konwencjonalnej armii.

Czytaj więcej

„Rzecz w tym”: Międzynarodowy chaos rośnie

Według Jana Wysockiego z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, długotrwały konflikt stanowiłby również potężne obciążenie dla izraelskiej gospodarki i demografii, wymagając utrzymywania w gotowości setek tysięcy rezerwistów.

Tymczasem na miejscu trwa dramatyczna walka o przetrwanie najsłabszych, uchodźcy wewnętrzni koczują w przepełnionych szkołach i na ulicach, a organizacje pomocowe, takie jak PCPM, starają się zapewnić im chociaż jeden ciepły posiłek dziennie w obliczu nadchodzącego, długofalowego kryzysu.

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama