„Spadł na sąsiedniej ulicy” – napisała w internecie wystraszona główna kremlowska propagandzista Margarita Simonian. Ukraiński pocisk podobno został przechwycony w locie przez rosyjską obronę powietrzną, ale runął w zabudowanej rezydencjami dzielnicy na północy zachód od Moskwy, a właśnie tam mieszka Simonian.
Jednak tylko jedna osoba została ranna – emeryt, który był w swoim ogródku działkowym.
Czytaj więcej
Dwa ukraińskie drony spadły na rosyjską stolicę. Wywołały znów strach, bo nie wiadomo jak tak daleko doleciały.
Prawdopodobnie atak przygotowano dość szybko, po zapowiedzi przebywającego w Danii prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, że rosyjski uderzenie na Czernihów „musi się spotkać z odwetem”.
Oko za oko
W sobotę rosyjska rakieta balistyczna Iskander eksplodowała nad budynkiem teatru w Czernihowie. W środku odbywała się wystawa dronów, na którą publicznie zapraszano wszystkich zainteresowanych, w tym wojskowych. Rosjanie wykorzystali sytuację, wywołując na Ukrainie wściekłość na organizatorów.
Czytaj więcej
Moskiewskie siły bezpieczeństwa zostały poinstruowane, aby nie zestrzeliwały dronów za pomocą systemów obrony powietrznej. Władze stolicy Rosji oba...
Ale rakieta nie wbiła się w budynek, a wybuchła nad nim. – W iskanderze są różne możliwości ustawiana detonatora. Ten miał eksplodować w powietrzu – powiedział jeden z ukraińskich ekspertów wojskowych.
Teatr oczywiście został zdemolowany (choć nie zburzony), jednak siła uderzenia w większości rozeszła się na pobliski plac, a ofiarami stali się głównie ludzie, którzy na nim przebywali w sobotnie przedpołudnie. To dało powód ukraińskim władzom do twierdzenia, że właśnie zwykli mieszkańcy byli głównym celem ataku.
Nie wiadomo z kolei, w co miały uderzyć dwa ukraińskie drony w odwecie wypuszczone na Moskwę. Na pewno nie w rezydencję Simonian. Za to, po raz kolejny od początku lipca – od kiedy ukraińskie drony zaczęły często atakować rosyjską stolicę – wprowadziły chaos na dwóch lotniskach leżących na południu miasta: Wnukowie i Domodiedowie. Ponad stu samolotom albo odwołano start, albo – lądujące – skierowano na inne lotniska.
Czytaj więcej
W nocy nad Moskwą zestrzelono drona, który spadł w rejonie hali Expocentre - informuje mer Moskwy, Siergiej Sobianin, na swoim kanale w serwisie Te...
Szybkość ataku i brak przeszkód ze strony rosyjskiej armii na trasie liczącej ponad 450 kilometrów znów wszystkich zaskoczyły.
Dziury w płocie
Od grudnia ubiegłego roku wojsko zaczęło rozstawiać wokół Moskwy (oraz na kilku budynkach w samym mieście) różne systemy przeciwlotnicze. Prawdopodobnie to dzięki nim ukraińskie drony w kolejnych atakach od początku lipca nie dokonały dotychczas znaczących zniszczeń w mieście. Mimo że poważnie uszkodziły dwa budynki w stołecznej dzielnicy biznesowej (gdzie siedziby mają m.in. dwa rosyjskie ministerstwa).
– Rosja to duży kraj, zawsze znajdzie się jakaś dziura w płocie – tłumaczył już w sierpniu, po kolejnym ataku były główny politruk rosyjskiej armii, a obecnie deputowany do parlamentu, gen. Andriej Kartapołow. Prawdopodobnie jednak – poza linią frontu i rejonem przygranicznych obwodów biełgorodzkiego i briańskiego – w Rosji nie ma zwartej obrony powietrznej. Pewnie nawet cała powierzchnia zachodniej części kraju nie znajduje się w zasięgu radarów. Co bezlitośnie wykorzystują Ukraińcy, atakując Moskwę od południa, zachodu i północnego zachodu.
Czytaj więcej
Do końca 2023 roku niemiecki koncern Rheinmetall przekaże Siłom Zbrojnym Ukrainy bezzałogowy system rozpoznawczy Luna NG.
Sama stolica jest broniona, ale pojawiają się inne problemy. – Drony bardzo trudno namierzyć w trakcie lotu: z powodu wysokiej zabudowy Moskwy oraz materiałów, z których są one zbudowane. Załogi systemów obrony mają tylko kilkadziesiąt sekund na wykrycie drona, wycelowanie w niego i otwarcie ognia – wyjaśnia były zastępca ukraińskiego szefa sztabu generalnego, gen. Ihor Romanenko.
– Nie uda się zapewnić 100-procentowej ochrony (stolicy) – dodał.
Wojna w powietrzu
Obecnie znane są trzy rodzaje ukraińskich dronów, które mają wystarczający zasięg, by dolecieć do rosyjskiej stolicy. To postsowiecki jeszcze, odrzutowy zwiadowczy bezzałogowiec Striż przerabiany na drona kamikadze, ukraińskiej produkcji zwiadowczy UJ-22 również przerabiany na uderzeniowy oraz najmniej znany i najnowszy, uderzeniowy Bóbr. Wszystkie mają zasięg ponad 500 kilometrów.
Jednak dzień przed atakiem na Moskwę, ukraiński dron spalił rosyjski bombowiec strategiczny Tu-22 (a drugi uszkodził) na lotnisku w obwodzie nowogrodzkim, nie mniej niż 650 kilometrów od granicy. Ale rosyjscy wojskowi sugerują, że to nie był atak z Ukrainy, ale dywersja miejscowa. W lotnisko uderzył podobno dron typu helikopterowego, a one nie mają aż tak wielkiego zasięgu. Za to okazał się bardzo skuteczny, a żadnego dywersanta nie złapano.
Rosja z kolei cały czas atakuje Ukrainę irańskimi dronami Shahed. Ale od lipca pojawiają się informacje, że zaczęła już ich produkcję u siebie. W Tatarstanie powstaje fabryka, która do lata przyszłego roku ma wypuścić około 6 tysięcy takich pocisków. W shahedach rosyjskiej produkcji (zwanych teraz Geran-2) odnaleziono podzespoły zachodniej produkcji, przede wszystkim w układach sterujących.
Jednocześnie, kilka dni temu w czasie dorocznej wystawy sprzętu wojskowego w Kubince pod Moskwą „Armia 2023” swoje tanie drony zaprezentowały Chiny. Ich Sunflower-2000 jest prawdopodobnie kopią irańskiego Shaheda-136. Ma jednak lżejszą głowicę bojową, a to z kolei pozwala mu na pionowy start, czyniąc niepotrzebną specjalną wyrzutnię używaną do odpalenia irańskich pocisków.
– To jest bardzo niebezpieczne (dla Ukrainy). Bo teraz, oprócz kupowania gotowych chińskich dronów, Rosja będzie miała możliwość zakupu podzespołów do własnych geranów – powiedział jeden z ukraińskich ekspertów.