Czytaj więcej
Przed godziną 14 w 16 obwodach Ukrainy ogłoszono alarm przeciwlotniczy. Wkrótce potem nad Ukrainą pojawiły się rosyjskie rakiety, a alarm przeciwlo...
„To po prostu nieludzkie, nie ma choćby jednej (niezniszczonej) klatki, pod gruzami są ludzie, którzy byli w domu na weekend” - napisał na Telegramie Kyryło Tymoszenko, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta Ukrainy.
Na miejscu jest Państwowe Pogotowie Ratunkowe i służby miejskie - przekazał Tymoszenko. W rejon ten udał się też mer miasta Borys Fiłatow.
Tymoszenko dodał, że „znał bardzo dobrze” zniszczony przez Rosjan blok. „Urodziłem się i mieszkałem niedaleko. Znam ludzi z tych okolic. Mili i przyjaźni” - napisał.
Co najmniej 25 osób zginęło w ataku. Najnowsze dostępne dane mówią też o 72 rannych w tym 13 dzieciach.
„Czasami wydaje się, że w zeszłym roku widzieliśmy wszystkie odcienie »rosyjskiego świata«. Ale Moskwa udowadnia, że cynizm nie ma granic” - napisał na Twitterze Mychajło Podolak, doradca szefa kancelarii Wołodymyra Zełenskiego.
Rosyjska rakieta, która trafiła i zniszczyła blok mieszkalny w mieście Dniepr, to najprawdopodobniej pocisk manewrujący Raduga Ch-22, odpalony z bombowca Tu-22M3 - twierdzą ukraińskie media.
Późnym wieczorem zastępca mera Dniepru Mychajło Łysenko poinformował, że pod gruzami wciąż są żywi ludzie, ślą SMS-y z prośbą o pomoc. Według niego, ofiary rosyjskiego ataku próbują się skontaktować ze światem zewnętrznym. Ratownicy, przeczesujący gruzy co jakiś czas zatrzymują się na chwilę i starają się usłyszeć, gdzie w ruinach budynku są ludzie.