Do ataku doszło dzień po tym, jak Joe Biden autoryzował atak powietrzny na cele związane z wspieranymi przez Iran milicjami, działającymi w Syrii. Nalot był reakcją na atak z 15 sierpnia - wówczas doszło do ataku drona na placówkę sił amerykańskich oraz wspieranych przez USA syryjskich formacji walczących z reżimem Baszara el-Asada. Atak nie pociągnął za sobą ofiar.

Czytaj więcej

USA przeprowadziły atak z powietrza na cele w Syrii

Teraz w północnej Syrii doszło do wymiany ognia między Amerykanami, a lokalnymi milicjami, wspieranymi przez Iran. Najpierw członkowie milicji, ok. 19:20 czasu lokalnego, przeprowadzili dwa ataki na amerykańskie bazy wojskowe w północno-wschodniej Syrii. W trakcie ataków kilka rakiet spadło ba bazę wojskową w rejonie pola naftowego Conoco, po czym nastąpił atak na bazę wojskową Green Village.

Ostrzał doprowadził do reakcji sił USA - Amerykanie poderwali śmigłowce i odpowiedzieli ogniem, zabijając dwóch lub trzech członków milicji, która przeprowadziła atak.

Iran zaprzeczył, jakoby był w jakikolwiek sposób związany z celami, zaatakowanymi we wtorek w Syrii przez lotnictwo USA

Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) poinformowało, że ranny żołnierz wrócił do służby po opatrzeniu obrażeń. Stan zdrowia dwóch innych żołnierzy, którzy mogli doznać urazów, jest oceniany.

Tymczasem Iran zaprzeczył, jakoby był w jakikolwiek sposób związany z celami, zaatakowanymi we wtorek w Syrii przez lotnictwo USA. W nalocie na dziewięć celów w Syrii wzięły udział cztery myśliwce F-16 i cztery myśliwce F-15E.

W Syrii stacjonuje obecnie ok. 900 żołnierzy USA, którzy współpracują z tzw. Syryjskimi Siłami Demokratycznymi, formacją składającą się głównie z Kurdów.