Między kwietniem a lipcem eksperci Amnesty International przez kilka tygodni badali rosyjskie działania w regionach Charkowa, Donbasu i Mikołajowa. Organizacja skontrolowała miejsca ataków rakietowych i nalotów; przesłuchano ocalałych, świadków i krewnych ofiar ataków oraz przeprowadziła analizę broni.

Eksperci organizacji potwierdzili zbrodnie wojenne popełnione przez Rosjan na cywilach w tych rejonach.

Czytaj więcej

AI podtrzymuje swoje oskarżenia: Ukraina naraża na niebezpieczeństwo ludność cywilną

Podczas dochodzeń badacze AI znaleźli też dowody na to, że siły ukraińskie przeprowadzały ataki z zaludnionych obszarów mieszkalnych, a także utrzymywały swoje bazy w budynkach cywilnych w 19 miastach i wsiach. 

"Siły ukraińskie, odpierając rosyjską inwazję, narażają ludność cywilną na niebezpieczeństwo, tworząc bazy i działające systemy uzbrojenia w zaludnionych obszarach mieszkalnych, w tym w szkołach i szpitalach" - czytamy w raporcie Amnesty International.

Prezydent Wołodymyr Zełenski potępił selektywność raportu Amnesty International. Ocenił, że ​​organizacja faktycznie udziela amnestii państwu terrorystycznemu i przerzuca winę ze sprawcy przestępstw na ofiarę.

Czytaj więcej

Zełenski: Raport Amnesty International to amnestia dla terrorysty

W związku z treścią raportu o swojej rezygnacji poinformowała Oksana Pokalczuk, szefowa ukraińskiego oddziału, która była związana z organizacją od siedmiu lat.

"Wszystko rozbiło się o mur biurokracji i głuchą barierę językową. Nie chodzi o angielski, chodzi o to, że jeśli nie mieszkasz w kraju, który najechali najeźdźcy i rozrywają go na strzępy, to prawdopodobnie nie rozumiesz, jak to jest potępiać armię obrońców. I nie ma w żadnym języku słów, które mogłyby to przekazać komuś, kto nie czuł tego bólu" - napisała.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

"Jeszcze wczoraj miałem naiwną nadzieję, że uda mi się wszystko naprawić. Odbądźmy co najmniej 200 spotkań i wciąż wyjaśniajmy, docierajmy, przekazujmy swoje zdanie. A ten tekst zostanie skasowany, a w jego miejsce pojawi się inny. Dziś zrozumiałam, że tak się nie stanie" - dodała.

"Zasada niezależności i bezstronności w takiej pracy jest ważna, przecież właśnie po to istnieją międzynarodowe i krajowe organizacje praw człowieka. Ale tak ważne raporty, które są publikowane w takim momencie i w takim kontekście, nie mogą nie zawierać informacji o drugiej stronie wojny, o tym, kto tę wojnę rozpoczął" - przekonuje Pokalczuk.

Jej zdaniem raport powinien zawierać stanowisko Ministerstwa Obrony Ukrainy. AI ostatecznie zgłosiło się w tej sprawie, ale dało bardzo mało czasu na odpowiedź.

"W efekcie, chcąc nie chcąc, organizacja stworzyła materiał, który brzmiał jak wsparcie dla rosyjskich narracji. Chcąc chronić cywilów, badania te zamiast tego stały się narzędziem rosyjskiej propagandy" - czytamy w oświadczeniu Pokalczuk.