- Mariupol jest teraz miastem duchów - mówił Andriuszczenko, który przebywa obecnie na terytorium kontrolowanym przez siły ukraińskie. Mariupol znalazł się pod pełną kontrolą Rosji w ubiegłym tygodniu, gdy broń złożyli ukraińscy żołnierze broniący zakładów Azowstal. Wcześniej Mariupol był oblegany przez Rosjan od 2 marca.

Liczby ofiar walk w Mariupolu nie można zweryfikować w niezależnych źródłach, ponieważ Rosjanie nie dopuszczają dziennikarzy niezależnych mediów do miasta, a wielu mieszkańców boi się otwarcie mówić o tym, co działo i dzieje się w mieście.

Szacunki dotyczące ofiar przedstawione przez Andriuszczenkę są oparte na rozmowy z urzędnikami, którzy pozostali w mieście. Doradca mera Mariupola dodał jednak, że w rzeczywistości liczba ofiar walk w Mariupolu może być znacznie wyższa.

Czytaj więcej

Soros: Cywilizacja może nie przetrwać. To może być początek wojny światowej

Andriuszczenko mówił też, że proces pochowku zmarłych jest skomplikowany, ponieważ Rosjanie nalegają, by ekshumowane i wydobyte spod gruzów ciała trafiały do kostnic, a bliscy zmarłego, którzy chcą odebrać jego ciało, muszą zgodzić się na nagranie materiału wideo, w którym poinformują, że zmarły zginął w wyniku działań ukraińskiej armii. 

Doradca mera Mariupola mówił też, że Mariupol został "cofnięty do czasów średniowiecza".

Jedyne światła w Mariupolu to światła rosyjskich patroli

Petro Andriuszczenko, doradca mera Mariupola

- W mieście panuje całkowita ciemność. Jedyne światła to światła rosyjskich patroli - stwierdził. - Wszędzie czuć zapach śmierci i ognia - dodał.

Andriuszczenko mówił, że mieszkańcy nie mogą swobodnie się poruszać i potrzebują specjalnych przepustek, do przemieszczania się po mieście. Z kolei system obozów filtracyjnych uniemożliwia mieszkańcom opuszczenie Mariupola.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ