Redaktorka "Pierwego Kanału" pojawiła się na antenie podczas wieczornego serwisu informacyjnego. Prezenterka stacji zapowiadała w tym czasie materiał na temat rosyjsko-białoruskiej współpracy.
Zaraz po proteście dziennikarka została zatrzymana. Od tego czasu prawnicy nie są w stanie się z nią skontaktować.
Pieskow pytany o tę sprawę stwierdził, że "powinna się nią zająć stacja telewizyjna" dziennikarki.
- To nie jest na naszej (rządowej - red.) agendzie - dodał Pieskow.
Czytaj więcej
Od 10 godzin prawnicy nie mogą skontaktować się z Mariną Owsiannikową, redaktorką rosyjskiego "Pierwszego Kanału", która w poniedziałek wieczorem z...
Dopytywany czy Owsiannikowej grozi sprawa karna z artykułu zakazującego publikacji informacji o wojnie, niezgodnych z oficjalnym przekazem Kremla, Pieskow odparł, że "zajmują się tym odpowiednie organy".
- Transmisja na żywo w każdej telewizji to specjalny wymiar i specjalna odpowiedzialność, zwłaszcza tych, którzy tam pracują - oświadczył.
To nie jest na naszej (rządowej - red.) agendzie
Mówiąc o "Kanale Pierwszym" Pieskow przekonywał, że jest to "wysokiej jakości" źródło "obiektywnej informacji".
Pieskow mówił też, że Rosja "nie chce się spieszyć z prognozami, co do terminu podpisania porozumienia pokojowego" między Rosją a Ukrainą.
Mówiąc o negocjacjach Rosji z Ukrainą Pieskow mówił, że "fakt, iż takie rozmowy są kontynuowane, jest pozytywny".