Oświadczenie Łojki zostało opublikowane na oficjalnym profilu Sztabu Generalnego armii Ukrainy na Facebooku.
- Nazywam się Siergiej Łojko. Mam 69 lat. Jestem Rosjaninem, ale całe życie pracowałem jako korespondent dla największych, amerykańskich magazynów. W czasie mojej dziennikarskiej kariery byłem świadkiem wielu konfliktów zbrojnych i kilku wojen, ale nigdy nie brałem w nich udziału po żadnej ze stron, nigdy nie sięgałem po broń, bo to nieprofesjonalne. Ale teraz widzicie mnie z kałasznikowem w rękach. Nie jestem już dziennikarzem, ale jestem wolnym człowiekiem. Przybyłem na Ukrainę, na przedmieścia Kijowa, by bronić Ukrainy przed moją ojczyzną, przed Putinem - współczesnym Hitlerem - powiedział Łojko.
Łojko wyjaśnił, że został żołnierzem, ponieważ uważa wojnę na Ukrainie za starcie dobra ze złem, ciemności ze światłem.
- Wybrałem stronę. I wzywam was - ludzi z doświadczeniem bojowym, przeszkolonych wojskowo, czy w USA, czy gdzie indziej na świecie (...) jeśli chcecie pomóc Ukrainie obronić niepodległość i wolność, skontaktujcie się z ambasadami Ukrainy w swoich krajach. Gdziekolwiek mieszkacie, przyjedźcie tutaj i dołączcie do sił obrony terytorialnej, jak ja to zrobiłem - zaapelował.
Prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski, już w trakcie trwającej wojny, powołał do życia Międzynarodowy Legion Obrony Terytorialnej, w którym służyć mogą ochotnicy z całego świata. Do służby w jednostce miało się zgłosić już ok. 16 tys. ochotników, część z nich dotarło już na Ukrainę.
Jak piszemy w piątkowej "Rzeczpospolitej" na Ukrainę trafiają też ochotnicy z Polski.
Czytaj więcej
Do MON napłynęły pierwsze wnioski o zgodę na służbę w ukraińskiej armii. Jednak większość chętnych wyjeżdża, nie patrząc na formalności.