Powodem ataku na szkołę miało być odbywające się w piwnicy budynku spotkanie przywódców talibów. Talibowie mieli znaleźć się wśród ofiar ataku.

Napływające z dystryktu Daszt-e Arczi mówią jednak o tym, że w ataku zginęło lub zostało rannych wiele dzieci uczęszczających do szkoły - w momencie ataku w budynku miała odbywać się uroczystość wręczenia dyplomów uczniom, w której brały udział setki osób.

Przedstawiciele afgańskich służb bezpieczeństwa w rozmowie z AFP przyznają, że do takiego ataku doszło, a jego celem byli talibowie odbywający spotkanie w budynku szkoły.

ONZ informuje, że jego przedstawiciele prowadzą już śledztwo ws. ataku i przypomina, że wszystkie strony konfliktu są zobligowane do dbania o bezpieczeństwo cywilów.

Świadkowie ataku, z którymi rozmawiał korespondent AFP, mówią o tym, że miejsce nalotu wyglądało jak rzeźnia. - Wszyscy byli pokryci krwią, na ziemi leżały rozerwane ciała, głowy, kończyny - mówi Abdul Khalil.

Afgańskie ministerstwo obrony zaprzecza, jakoby wśród ofiar ataku byli cywile. Wskazuje natomiast, że w ataku zginęło 20 talibów.

Tymczasem przedstawiciele talibów zaprzeczają jakoby w szkole był ktoś poza dziećmi, nauczycielami i rodzicami dzieci. Przedstawiciel rebeliantów twierdzi, że w ataku zginęło 400 cywilów.