- Nasze dochodzenie wykazało, że ten atak był tragicznym błędem - powiedział na konferencji prasowej w Pentagonie gen. Frank McKenzie, szef Dowództwa Centralnego Stanów Zjednoczonych (CENTCOM).

Atak został przeprowadzony 29 sierpnia za pomocą drona. Bezpośrednio po zdarzeniu pojawiły się doniesienia, że ofiarami byli cywile. Media ujawniły, że kierujący pojazdem, który został wzięty na cel, był długoletnim pracownikiem amerykańskiej organizacji humanitarnej.

Czytaj więcej

Kabul. Wielka flaga Islamskiego Emiratu Afganistanu, państwa talibów. Na białym tle czarnymi literam
Afganistan: W szeregach talibów pojawiły się konflikty

McKenzie powiedział, że pojazd zaatakowano w przekonaniu, że stanowił on bezpośrednie zagrożenie dla sił USA na lotnisku w Kabulu. Generał przyznał, iż dochodzenie wykazało, że jest nieprawdopodobne, by w pojeździe znajdowali się bojownicy tzw. Państwa Islamskiego.

McKenzie przeprosił za błąd i przekazał, że Stany Zjednoczone rozważają wypłatę odszkodowań rodzinom ofiar.

Według relacji rodziny zabitego kierowcy, 37-letni Zemerai Ahmadi podjechał przed swój dom i użył klaksonu. Wówczas podbiegł 11-letni syn kierującego, który wsiadł do auta. Samochód wjechał na podjazd, podbiegły do niego inne dzieci. Wówczas w pojazd uderzył pocisk Hellfire. Zginął Zemerai, jego pełnoletni syn i kuzyn oraz siedmioro dzieci.