Gdyby tylko Władimir Putin chciał, mógłby zebrać zestaw imponujących cytatów dotyczących tego, jak wyglądał początek II wojny światowej, wywołanej także przez Związek Radziecki. Gdyby tylko chciał, jak nikt inny mógłby dotrzeć do zakamarków archiwów, w których są materiały sowieckich służb z ostatnich miesięcy 1939 roku, opisujące, jak przebiegało podbijanie terenów innych państw po podpisaniu przez Moskwę paktu z Trzecią Rzeszą. I jak wyglądała ówczesna współpraca z hitlerowskimi Niemcami.

No ale nie chce. Kreml zajmuje się w tej chwili pisaniem na nowo historii początków II wojny – wyraźnie bez sukcesów za granicą, co widać i słychać od Ameryki, przez Francję i Niemcy, aż po Izrael. Właściwie zawodzi nawet Białoruś. Mniej więcej w 80. rocznicę zawarcia paktu Ribbentrop-Mołotow tamtejsze instytucje państwowe, w tym KGB, opublikowały zbiór dokumentów i materiałów archiwalnych na temat działań radzieckiej bezpieki na odebranej Polsce Zachodniej Białorusi w okresie październik–grudzień 1939 roku. Działań wojenno-okupacyjnych – represji, mordów, aresztowań, przesłuchań.

Ta publikacja jest wyjątkowo niezręczna dla kremlowskiej propagandy. Pewnie wśród udostępnionych dokumentów i tak nie ma tych najdrastyczniej obnażających cynizm i okrucieństwo Sowietów, ale jest wystarczająco dużo podważających suflowane z Moskwy tezy o radosnym „wyzwoleniu" przez Armię Czerwoną narodu białoruskiego spod władzy złej Polski.

Ani Białorusini masowo nie wspierali „wyzwalania", ani radzieccy oficerowie nie rwali się do „przelewania za nich krwi".

Z notatek sporządzanych dla przełożonych przez funkcjonariuszy NKWD wynika, że radzieccy oficerowie byli wstrząśnięci tym, że władze wplątują ich w wojnę ramię w ramię z Trzecią Rzeszą. „Nasze ustępstwa wobec Niemiec można wyjaśnić tym, że ZSRR boi się Niemiec" – mówił jeden z cytowanych żołnierzy.

W dokumentach NKWD nikt nie ukrywa, że Moskwa odpowiada za wybuch wojny we wrześniu 1939 roku. Jest jasne, kto kogo podbija, likwiduje i okupuje. I Putin doskonale o tym wie.