Najpierw to, kto ile wpłaci do funduszu, policzyła agencja Bloomberg, o czym pisaliśmy w poniedziałkowej „Rzeczpospolitej". Tam Polska była już w czołówce płatników tuż obok dumnych najbogatszych – Niemiec, Austrii, Holandii, Szwecji. Jeszcze bardziej niekorzystne dla naszego kraju są szacunki niemieckiego Europejskiego Centrum Badań nad Gospodarką. Zgodne z nimi bylibyśmy głównym obok Niemiec fundatorem, a w stosunku do PKB nawet największym.
To szacunki, jeszcze nie rzeczywistość, fundusz dopiero się rodzi, w bólach. Ale należy je potraktować z powagą; ich twórcami są eksperci, którzy nie kierują się sympatiami czy antypatiami wobec rządu PiS czy polskiej opozycji, czyli tym, co decyduje o treści przytłaczającej większości analiz i komentarzy w naszym kraju. Skoro Polska ma dopłacać, i to dużo, to raczej oznacza, że dobrze sobie radzi z kryzysem wywołanym pandemią, przynajmniej w porównaniu z tymi państwami, które mają na tych miliardach euro skorzystać – znacznie bogatszymi: od Hiszpanii po Francję.