A polscy żołnierze defilujący pod murami Kremla z biało-czerwonym sztandarem przypomnieli światu, że w wojnie z Niemcami nasz wkład był poważniejszy niż na przykład Rumunii czy Czechosłowacji.

[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/semka/2010/05/09/dzien-zwyciestwa-polityki-realnej/]skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]

Sam marszałek Komorowski nie przesadzał w Moskwie z demonstrowaniem nowej przyjaźni polsko-rosyjskiej. Rosjanie zadbali, by nie doszło do skandalu w rodzaju tego sprzed pięciu lat – gdy Aleksandra Kwaśniewskiego umieszczono w tylnym rzędzie liderów.

Defilada jednak pokazała po raz kolejny twarz Rosji neoimperialnej. Takiej, która strategicznych partnerów widzi w Niemczech i w Chinach – Dmitrij Miedwiediew przed Grób Nieznanego Żołnierza po jednej stronie miał Angelę Merkel, po drugiej Hu Jin Tao.

Polskę potraktowano łaskawiej niż pięć lat temu, bo jej aktywność na Wschodzie spada. W 2005 r. Rosjanie pamiętali o udziale Kwaśniewskiego w pomarańczowej rewolucji na Ukrainie. Dziś Kijów powraca w orbitę wpływów Moskwy. A polityka Donalda Tuska w tym regionie oznacza tylko realizację mgławicowego programu Partnerstwa Wschodniego.

Porzucająca jagiellońskie idee Polska jest krajem, z którym Dmitrij Miedwiediew i Władimir Putin mają – może oprócz sprawy Katynia – coraz mniej sporów. Skoro wycofujemy się z ambitnej polityki zagranicznej, to i okazji do zderzeń mniej. Tylko, czy to powód do satysfakcji?