To iście filmowa historia. I gdyby polski przemysł filmowy działał jak
Hollywood, to już za rok Tomasz Schuchardt wcielałby się w rolę prokuratora
Marka Wełny, który wbrew biurokratycznym trudnościom wyrusza wraz z naczelnikiem
CBA w brawurową delegację do Zatoki Perskiej. A tam, nie wiadomo skąd, specjalnie na to
poufne spotkanie przylatuje ukrywający się szef kryptogiełdy, która wygląda na
największy przekręt gospodarczy ostatnich lat. I w tym Dubaju czy innym Abu Zabi
Schuchardt, znaczy się, prok. Wełna, przekonuje umoczonego adwokata w długiej,
pełnej emocji scenie do tego, że tylko status świadka koronnego da mu szansę na przeżycie. Tak przynajmniej możemy dziś sobie taki film wyobrażać.