Czytaj więcej:

Wygranym na średnim dystansie jest rząd Beaty Szydło i cały obóz PiS. Partia Jarosława Kaczyńskiego spełniła jedną ze swoich najważniejszych obietnic wyborczych, która była motywem przewodnim zarówno kampanii prezydenckiej, jak i parlamentarnej.

Czy na dłuższą metę PiS będzie również zwycięzcą? Tego nie wiemy. Trudno ocenić, czy wyborcy pokochają tę partię za rozdawanie benefitów. Można zaś już dziś stwierdzić, że realizacja programu 500+ to gigantyczny wysiłek nie tylko dla budżetu państwa, ale też dla całej gospodarki. By go sfinansować, rząd chce opodatkować nie tylko zagraniczne koncerny, ale również sieci małych rodzimych sklepów. A to dopiero wierzchołek góry lodowej.

Budżet będzie stać na 500+, tylko jeśli uda się ściągnąć wszystkie podatki i daniny oraz gdy gospodarka będzie się świetnie rozwijała. W razie kryzysu napięty budżet państwa się rozsypie. Nie mówiąc już o zapewnieniu finansowania tego projektu w przyszłości. Ale to ryzyko, które rząd bierze na siebie.

Jeśli program okaże się kosztowną klapą, skorzystać może na nim Nowoczesna – jedyna partia, która wczoraj w całości głosowała przeciw projektowi 500+.

Inaczej postąpiła Platforma. Większość byłej partii rządzącej wstrzymała się od głosu. Dziwna to opozycja, która w ważnym głosowaniu nie ma zdania. W dodatku głosowała razem z PiS przeciw poprawce Nowoczesnej. Partia Ryszarda Petru chciała wprowadzić górny limit uniemożliwiający bogatszym pobieranie dodatku na dzieci.

Tymczasem PO zgłosiła populistyczny pomysł, by dodatek przysługiwał na każde dziecko, co w sumie kosztowałoby budżet 40 mld złotych. W efekcie przegrała nie tylko to głosowanie, ale też wiarygodność, bo jeszcze w kampanii przekonywała, że budżetu nie stać na program 500+.