Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 460

Mecz Sabalenki z Kostiuk otworzył tegoroczną rywalizację na korcie centralnym Philippe-Chatrier. Emocje sportowe trwały krótko - wiceliderka światowego rankingu wygrała 6:3, 6:2. Ciekawiej było już po meczu. Ukrainka nie podała Białorusince ręki, choć wymaga tego nie tylko tenisowa kurtuazja. Publiczność oceniła to jednoznacznie: buczeniem i gwizdami.

Kostiuk jest Ukrainką, reprezentantką kraju napadniętego przez Rosję. Rodacy Sabalenki, czyli Białorusini, inwazję wspierają. Obie tenisistki czują się dyskryminowane ze względu na narodowość, choć Sabalenka narzekać nie powinna, skoro tenis należy do nielicznych sportów, gdzie od początku wojny - z wyjątkiem ubiegłorocznych turniejów na Wyspach Brytyjskich - może występować bez przeszkód.

Temat wojny starannie omijała. Dopiero niedawno zaczęła wspominać, że żaden rosyjski i białoruski sportowiec jej nie popiera, choć do sezonu przygotowała się m.in. w Rosji, a w internecie są ślady jej znajomości z Aleksandrem Łukaszenką. - Powinna mówić za siebie. Znam osobiście tenisistów, którzy są za wojną. Może warto pytać ich raczej, komu życzą zwycięstwa? - kontruje Kostiuk.

Mecz Kostiuk z Sabalenką zaplanowano na 11:00. Sześć godzin wcześniej Ukrainkę obudziły wiadomości z Kijowa. Miasto, gdzie wciąż mieszkają ojciec i dziadek Kostiuk, zaatakowały 54 rosyjskie drony. Może także dlatego Sabalenka powiedziała: - Rozumiem, że nie podaje mi ręki. Wyobrażam sobie, jak mogłaby na to zareagować strona ukraińska.

Świat sportu jest w sprawie Rosjan i Białorusinów podzielony, co widać na przykładzie szermierki. Polacy zapowiedzieli, że nie wydadzą im wiz, więc odwołano Puchar Świata w Poznaniu, a mistrzostwa Europy w Krakowie częściowo stracą status kwalifikacji olimpijskich. To cena oporu. Włosi Rosjan przyjmą, więc mistrzostwa świata w Mediolanie odbędą się pod koniec lipca bez przeszkód.

Czytaj więcej

Garri Kasparow: To będzie początkiem końca reżimu

Francuzi kluczą, na co wpływają zapewne także ich prorosyjskie sympatie, na fali których przed wojną płynęła chociażby Marie le Pen. Jeszcze na początku marca blisko trzy czwarte badanych przez firmę Odoxa uznało, że Rosjanie oraz Białorusini powinni wystartować na przyszłorocznych igrzyskach. Jedną z niewielu, która się sprzeciwiła, była mer Paryża Anne Hidalgo. To było pozytywne zaskoczenie.

Kluczowe dla igrzysk może być stanowisko prezydenta Emmanuela Macrona, które poznamy na początku lipca. Ma w arsenale nie tylko soft power gospodarza igrzysk, ale także politykę wizową. 

Stosunek Francji do pomocy Ukrainie w ciągu ostatniego roku się zmienił, a reforma emerytalna pokazuje, że polityką Macrona nie zawsze kierują sondaże. Może oportunistycznie uchylić Rosjanom i Białorusinom furtkę na igrzyska albo wesprzeć Ukrainę, narażając się na gwizdy - takie, jak Kostiuk na korcie w Paryżu.