Oczywiście zaradni sobie poradzili, ale trochę żal, że wielki boks nam ucieka, wypierany przez nie zawsze lepszy ringowo-klatkowy spektakl.

Półfinałowy pojedynek turnieju World Boxing Super Series (WBSS) w wadze junior ciężkiej nie zawiódł oczekiwań. Niepokonani mistrzowie świata Ołeksandr Usyk (WBO) i Mairis Briedis (WBC) stworzyli w Rydze wielkie widowisko. Łotyszowi nie pomogły ściany, choć sędziowie nie byli zgodni w swojej ocenie. Jeden punktował remis (114:114), dwaj na korzyść Ukraińca (115:113).

Większość ekspertów twierdzi, że walka nie była aż tak wyrównana, Usyk zasłużył na wyższe zwycięstwo, ale są też zgodni w pochwałach dla Briedisa.

Ukrainiec, w przeszłości znakomity amator, mistrz świata i Europy, złoty medalista z Londynu (2012), miał w starciu z byłym kickbokserem trudną przeprawę, co zresztą przyznał zaraz po ogłoszeniu werdyktu. Z klasą zachował się też przegrany, nie było tak modnego w ostatnich latach śmieciowego gadania, tandetnego obrzucania się inwektywami, które ponoć pomaga lepiej sprzedawać bilety. W Rydze ludzie przyszli obejrzeć interesującą walkę swojego bohatera, jakim jest Briedis, pierwszy łotewski zawodowy mistrz świata.

Ten spektakl pokazał, że dobry boks się broni i budzi uznanie, tak samo jak dżentelmeńska postawa głównych aktorów.

Przez lata mówiono, że waga cruiser (junior ciężka) budzi mniejsze zainteresowanie, szczególnie w USA, niż inne, tradycyjne kategorie. Dziwne to o tyle, że właśnie z tej wagi rekrutuje się wielu późniejszych mistrzów wagi ciężkiej. Usyk już dziś mówi, że to jego kolejny cel, marzy mu się walka z Anthonym Joshuą.

Na razie pokonał kolejną przeszkodę, by zostać królem wagi junior ciężkiej. Najpierw wygrał w Berlinie z Marco Huckiem, teraz w Rydze z Briedisem. Nie miało dla niego znaczenia, że w obu przypadkach walczył na terenie rywali.

Zwycięzca turnieju WBSS zarobi 6,4 miliona USD, co daje średnią ponad 2 miliony za walkę. Krzysztof Włodarczyk, jedyny Polak zaproszony do udziału w tej rywalizacji, za przegrany ćwierćfinałowy pojedynek z Muratem Gassijewem miał zagwarantowane 400 tysięcy dolarów. Gdyby wygrał, podwoiłby tę sumę i otrzymał 600 tysięcy za występ w półfinale, ale został znokautowany i odpadł z wyścigu po jeszcze większe honoraria.

W najbliższą sobotę w Soczi w drugim półfinale zmierzy się dwóch niepokonanych mistrzów świata: Kubańczyk Yunier Dorticos (WBA regular) i Gassijew (IBF). Lepszy z tej pary poleci do Jeddah w Arabii Saudyjskiej, by walczyć z Usykiem o Puchar Muhammada Alego. Większe szanse daję Rosjaninowi z Władykaukazu, ale najważniejsze, by raz jeszcze wygrał dobry boks.

Prawdziwego mistrza tej kategorii (a dążenie do takiej wiedzy nie jest przecież normą zawodowego boksu) poznamy w maju. Faworytem finału będzie Usyk, pięściarz z wielu względów wyjątkowy.

Ciekawe, czy ktoś nam te bokserskie rarytasy pokaże?