Słowa Mateusza Morawieckiego w wywiadzie dla „Financial Timesa" o III wojnie światowej, którą rzekomo wywołuje Komisja Europejska, wstrzymując pieniądze dla Polski, to politycznie ruch absurdalny. Wydawało się, że Bruksela zawarła

z rządem zgniły kompromis – PiS wdroży wyrok TSUE w sprawie m.in. likwidacji Izby Dyscyplinarnej i pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy zaczną płynąć do Polski. Po wynegocjowaniu takiego dealu można się było spodziewać jego realizacji, nie zaś wywiadu, który tylko podgrzewa atmosferę. Przed szczytem taki wywiad – choć retoryki wojennej unijni liderzy starają się unikać – miałby jeszcze jakiś sens. Ale po nim? To politycznie absurdalne i w dodatku kosztowne. Być może Morawiecki zdał sobie sprawę, że popełnił błąd, gdyż jego rzecznik zasugerował, że premier użył formuły retorycznej i nie należy traktować jego wypowiedzi dosłownie. Takie tłumaczenie jednak Morawieckiego pogrąża, bo każe postawić pytanie, kiedy należy go traktować poważnie, a kiedy nie.

Ale jest jeszcze inne wyjaśnienie. Otóż premier po prostu przejął nie tylko język, ale też sposób myślenia prezesa Jarosława Kaczyńskiego. A jego wizja Unii przypomina las, w którym grasuje stado wilków, albo podejrzaną dzielnicę, gdzie każdy przechodzień może nieoczekiwanie wbić nam w plecy majcher. Przypomnijmy kilka wypowiedzi Kaczyńskiego z ostatniego wywiadu dla „Gazety Polskiej": „Zmiana władzy w Polsce na uległą i poddaną ułatwi realizację celu (...) – strategicznego i dalekosiężnego. Nie jest nim jakaś Europa federalna, lecz właśnie superpaństwo, całkowicie niedemokratyczne, z hierarchizacją narodów polegającą na tym, iż jedne utrzymują status suwerennych – na przykład Niemcy i obywatele niemieccy – a Polska i Polacy już nie. Realizacja takiej wizji UE stała się możliwa po wyjściu Wielkiej Brytanii. Na Londyn mieli za krótkie ręce – Wielka Brytania w tym kierunku nie chciała iść". „Dla wielu sił niekorzystne jest umocnienie się Polski. (...) Już na początku lat 90. mówiono nam, że Polska nie może być za silna". „Po 1989 roku za zgodą sił politycznych głównego nurtu zaczął się kształtować status państwa klientelistycznego z pewnymi pozostałościami dawnych zależności od Wschodu. My odrzuciliśmy w latach 2005–2007 oraz po 2015 roku taką sytuację i dążymy do uzyskania statusu poważnego, podmiotowego państwa o poważnym znaczeniu regionalnym". „Cel przeciwników Polski się nie zmieni. Ale jeśli będziemy konsekwentni, to oni mogą w pewnym momencie dojść do wniosku, że nie da się go zrealizować".

Czytaj więcej

Premier o wizji III wojny światowej. „Morawiecki jest tylko posłańcem Kaczyńskiego. W dodatku pogubionym”

Jeśli ktoś się oburzał na Marka Suskiego, że porównywał członkostwo w UE do okupacji podczas II wojny światowej, to cóż innego mówi Morawiecki, porównując spór z KE do III wojny światowej? Suski mówił o podludziach, a o czym innym tak naprawdę mówi Kaczyński? Terlecki ostrzegał, że jeśli KE Polsce nie odpuści, to trzeba będzie pomyśleć o radykalnych rozwiązaniach, i przypomniał brexit – a przecież prezes mówi to samo. Mamy tu wizję oblężonej ze wszystkich stron Polski i „onych" – wrogów, którzy chcą nas zniewolić, upokorzyć. To głęboko obsesyjna wizja rzeczywistości, którą ma Jarosław Kaczyński, a jego otoczenie po prostu powtarza myśli prezesa. Premier dołączył do tego grona.

Morawiecki podbija retorykę, mówiąc o III wojnie, choć wie, że będzie musiał pójść na ustępstwa. Polacy pytani przez IBRiS nie mają złudzeń, że Polska powinna się wycofać z tego sporu. 23 proc. badanych uważa, że rząd powinien się upierać przy swoim nawet kosztem utraty unijnych funduszy. Jednak już 41 proc. oczekuje, że Warszawa spełni wszystkie postulaty Brukseli, 32 proc. zaś uważa, że rząd powinien szukać kompromisu i w ramach niego wycofać się z niektórych spraw. Morawiecki więc doskonale wie, że Polacy nie wybaczyliby mu, gdyby przez jego niezrozumiały upór do Polski nie trafiły miliardy z funduszu ratunkowego. Ale wciąż się odgraża, wołając: „Ja wam jeszcze pokażę!".